Wydarzenia i aktualności

W tej zakładce znajdą państwo zarówno zaproszenia na wydarzenia, które polecamy, w których uczestniczymy lub na te, które sami organizujemy .

Tu  zamieszczamy również relacje z naszych imprez oraz reportaże naszych klientów z ciekawych wakacji, wypadów dalszych i bliższych, a także recenzje poszczególnych kamperów i przyczep spisane przez praktyków.


Hiszpania zielona, kwitnącą pomarańczą pachnąca...

Bardzo lubimy zimę. Naprawdę. Zwłaszcza taką lekko mroźną, gdzie w nocy pada intensywnie śnieg (w ramach gimnastyki poranne odśnieżanie), a w zdecydowanie zbyt krótkiej porze dziennej, towarzyszy nam błękit nieba i słońce. Jak tylko zaczyna się taki sezon jesteśmy bardzo podekscytowani, można wreszcie po nurzącej jesieni wytargać z piwnicy sanki, jabłuszka, narty, snowboard.. .dla każdego coś zjeżdżalnego... Tak, taka zima jest piękna. A najpiękniej jest, jeśli trwa maksymalnie 3-4 tygodnie. Po tym czasie, dochodzimy do wniosku, że zimę bardzo lubimy, ale lato jednak lubimy bardziej.  Zdecydowanie.

Nie inaczej było minionej zimy... Mniej więcej 2 stycznia uświadomiliśmy sobie, jak strasznie daleko jeszcze do wytęsknionego lata. Ile dni, ile nocy...ile zimna do przetrzymania! Veto! Potrzebujemy wakacji. W słońcu! Ciepłym słońcu!

Pojedziemy gdzieś w lutym. Zaraz po pierwszych urodzinach naszego syna. Wstępny plan jest. I jak to się w życiu układa – niewiele dzieje się zgodnie z planem... Splot przeróżnych wydarzeń sprawia, że początkiem lutego oboje (Mama + Tata) znajdujemy się w takim punkcie życia, które obrazowo możemy określić jako skrzyżowanie. A dokładniej skrzyżowanie typu rondo: kręcimy się w kółko i nie wiemy którą drogę dalej wybrać.

A zatem...wybierzmy drogę w nieznane ...!

I jakkolwiek górnolotnie by to nie brzmiało, rzeczywiście zdecydowaliśmy się na przygodę, której głównym założeniem był brak planu. Przygodę, która budziła ogromną ekscytację, ale też niemały strach. Bądź co bądź, podróż z jedno i dwu latkiem niesie ze sobą cały wachlarz wyzwań i niespodzianek, nie tylko tych w kolorach pastelowych. ;-)

Wybór destynacji i środka transportu.

Trzeba oderwać się trochę od otaczającej rzeczywistości, zaczerpnąć inspiracji, pomyśleć co dalej, przypomnieć sobie o tym, co ważne... pobyć razem...

Jedziemy. Daleko. Do ogrzanej słońcem Hiszpanii i Portugalii. I na tak długo jak się da!

Cel podróży: dużo, przy okazji: eksploracja Hiszpanii i Portugalii.

Czas operacyjny: 1 marca 2018r – 1 maja 2018r (???)

Skład wyprawy: Mama, Tata, Hela (lat: dwa +), Staś (lat: jeden).

Nowy wstępny plan jest. Co dalej. Booking ? AIrBnb? Nasze auto + namiot? Samolot + auto na miejscu + namiot? Samolot + auto na miejscu + kwatery? Opcji wiele, żadna nam nie pasuje..... Hmmm... Kamper! J Tak! Potrzebujemy wolności pełno-wymiarowej. Niezakłóconej przez zarezerwowane pokoje, czy kaprysy pogody. Kamper będzie idealnym rozwiązaniem. Jedziemy gdzie chcemy, zatrzymujemy się kiedy chcemy, na jak długo chcemy! Czy to na zmianę pieluchy, czy na gotowanie czy też na spanie...gotujemy i jemy kiedy i gdzie chcemy. Modelujemy widoki przez okno, zgodnie z aktualnym nastrojem! Góry? Morze? Ocean? Las? Wszystko da się zrobić. I wszystko to razem. Całą rodziną. Na spokojnie. Bez stresu. Bez musu. Możemy po prostu chłonąć otaczający nas świat.

No i pojechaliśmy...

...Kamperem, pożyczonym z firmy Wadowscy. Nieocenioną pomoc przy wyborze odpowiedniego pojazdu dla naszej 4-osobowej rodziny zapewnili nam Pan Dominik i Pan Mateusz (za co jesteśmy bardzo wdzięczni, a Panów nieustannie pozdrawiamy! J ). Współpraca z firmą na najwyższym poziomie. Jesteśmy zadowoleni w 100% i pozostajemy w kontakcie, jako że planujemy kolejne przygody.

Czas jaki spędziliśmy w podróży, zarówno pod względem długości i pory roku, pozwolił nam odkrywać Hiszpanię i Portugalię w zasadzie na nowo. Z jakiegoś powodu, wcześniej zdarzało nam się odwiedzać te kraje zawsze w porze późno letniej: między wrześniem a listopadem. Pogoda wówczas jest w miarę stabilna: ciepło, nawet bardzo ciepło ale już nie upalnie (pojęcia naturalnie względne i mogące mieć różne znaczenie dla różnych osób). Basen morza Śródziemnego przyjemnie wygrzany po upalnym lipcu i sierpniu. Krajobraz spalony słońcem. No właśnie. Do tego roku, tak właśnie kojarzyła mi się Hiszpania: z ziemią spaloną słońcem i niejednokrotnie niezbyt przyjemnym zapachem unoszącym się na uliczkach miast i miasteczek. Jakże zaskakujące okazały się rozległe krajobrazy przesycone przyjemną dla oka świeżą zielenią, z kwitnącymi w tym czasie różnobarwnymi kwiatami! Spacery uliczkami miasteczek pozwalały poznać zapach kwitnących drzewek pomarańczowych, który unosił się dosłownie wszędzie i towarzyszył nam w zasadzie przez cały okres podróży. Dzięki temu, że przez cały czas się przemieszczaliśmy i zmienialiśmy nasze położenie geograficzne nie tylko w poziomie ale też w pionie trafialiśmy na różne momenty w okresie wegetacji roślin w różnych częściach półwyspu iberyjskiego. Zwiedzanie, nawet z dwójką tak małych dzieci było bardzo przyjemne i przede wszystkim możliwe dzięki niskiemu sezonowi turystycznemu, pozwoliło nam to bez stresu związanego z wyczekiwaniem w kolejkach i bez męczących tłumów zobaczyć sporo atrakcji z list Światowego Dziedzictwa UNESCO, czy też ogrodów zoologicznych i oceanariów. Nieco bardziej tłoczno, było w okresie około-wielkanocnym, który częściowo spędziliśmy w hiszpańskiej Andaluzji i częściowo w Portugalii. Nawiasem mówiąc, celebracja Wielkiego Tygodnia (Semana Santa) w Andaluzji zrobiła na nas  ogromne wrażenie i z pewnością będziemy chcieli to doświadczenie powtórzyć. Warto! Niezapomniane wspomnienia zgromadziliśmy również z przeróżnych, czy to nadmorskich, czy też górskich rejonów nieco bardziej oddalonych od zgiełku cywilizacyjnego. Takich miejsc w Hiszpanii nie brakuje... naszej rodzinie, zdaje się, odpowiadały one najbardziej. Słońce ...wiatr... góry... fale oceanu... Natura w swojej (nie)ziemskiej odsłonie... Uśmiechy na twarzach dzieci od rana do wieczora. Wieczorne spacery... Pobudki w cudownych miejscach... Pełnia szczęścia...!

Podsumowanie:

Trasa: Polska – Czechy – Austria – Włochy – Francja – Hiszpania – Portugalia – Hiszpania – Francja – Niemcy – Polska, (total: 12 000 km)

Czas operacyjny: 62 noce, (wszystkie spędzone w kamperze)

Różnica wzniesień: 2 300 km (maksymalna wysokość osiągnięta kamperem: parking w Sierra Nevada nad Granadą; minimalna: 0 m.n.p.m. liczne punkty wzdłuż linii brzegowej Hiszpanii i Portugalii)

Typ pojazdu: Kamper Sunlight T67 na bazie Citroena Jumpera

Wrażenia: !!!!%$^**&%^%!!!!***()(&&^^%!!!!

Nowe cele: własny kamper :-)

Nowe motto: Jedziemy dalej! Autor motta: Hela, lat 2,5

Bardziej szczegółowa relacja ze zdjęciami oraz praktycznymi wskazówkami dotyczącymi kamperowania na blogu dziendobryswiecie.pl .  Służymy inspiracją i informacją.

Pozdrawiamy,

Monika, Piotr, Hela i Staś


Wolność, czyli podróżowanie kamperem - Pinot Noir Fashion

Kamper - wsiadasz i jedziesz, gdzie oczy poniosą. Niczym się nie martwisz, bo dom masz ze sobą. Zatrzymujesz się, gdzie dusza zapragnie. Rozbijasz się w pięknym miejscu i wychodzisz rano zaczerpnąć świeżego powietrza, a przed Tobą bajkowy krajobraz.

Komu marzy się taka podróż ?

Sami zobaczcie jak można spełnić to marzenie.

Zapraszamy do zapoznania się z relacją Pani Małgosi Trębacz - Piotrowskiej, prowadzącej blog Pinot Noir Fashion.

Pojechaliśmy do winnic Austrii posmakować nie tylko win z winnicy klasztoru Klosterneuburg, ale posmakować wolności jaką daje podróż kamperem. Po raz pierwszy w naszych podróżach nie mieliśmy zaplanowanych hoteli i noclegów. Nasz nocleg – dzięki firmie Campery Wadowscy jechał z nami. Byłam bardzo podekscytowana tym wyjazdem, wiele sobie po nim obiecywałam i nie zawiodłam się.

Nasz kamper powstał na bazie fiata Ducato, czyli samochodu poniżej 3,5 tony. Nie potrzeba więc specjalnego prawo jazdy, aby go prowadzić. Wnętrze dostosowane do potrzeb czterech osób dla naszej dwójki z psem było idealne. Kamperowa kuchnia to dwa gazowe palniki, zlew i całkiem spora lodówka. Łazienka raczej w formie mikro.

Ja zostałam wielbicielką kamperowego łóżka! Było duże i wygodne. Obawiałam się niewygody, a wyspałam się chyba lepiej niż w domu. Szafek i schowków jest tu mnóstwo, więc zamiast gnieść moje ciuchy w ciasnej walizce rozłożyłam się z nimi wygodnie na półkach!

Pierwszą noc spędziliśmy na centralnym placu pod zamkiem, korzystając z przepisu, że możliwy jest  jednorazowy nocleg na ulicy lub placu oraz na terenie prywatnym w celu odzyskania zdolności do prowadzenia pojazdu. 
Duża markiza rozwijana z boku samochodu pozwala na zaaranżowanie ad hoc całkiem wytwornego obiadku.
Wyjazdem tym chcieliśmy się sprawdzić przed kolejnym – wakacyjną przejażdżką nad polskie morze.​

 

http://pinotnoirfashion.pl/wolnosc-czyli-podrozowanie-kamp…/

tekst: Małgorzata Trębacz-Piotrowska / blog Pinot Noir Fashion
fot. Waldek Piotrowski

 

 

Małgorzata Trębacz-Piotrowska / blog Pinot Noir Fashion

Małgorzata Trębacz-Piotrowska / blog Pinot Noir Fashion


Sposób na odświeżenie campera

Świat karawaningu to przebogaty asortyment akcesoriów. Sami zobaczcie, jak kilka nowych gadżetów może sprawić, że Wasz kamper będzie jak nowy.

https://youtu.be/EUwntz1Iovs

Zapraszamy do kontaktu z działem akcesoriów i części zamiennych Wadowscy Campery:

tel. kom. +48 603 893 666
e-mail: akcesoria@wadowscy.pl


Poznań Motor Show 2018

Poznań Motor Show 2018 - jedne z największych targów motoryzacyjnych w Europie. To duże wydarzenie rok w rok łączy miłośników motoryzacji, prezentując taką ofertę, która powinna zadowolić Każdego pasjonata motoryzacji. Tematyczne strefy i salony: samochodowy, motocyklowy, truck i caravaningowy. 

W dniach od 5 do 8 kwietnia, Poznań Motor Show:

- odwiedziło 151 437 miłośników motoryzacji, którzy;

- przemierzając 15 pawilonów pełnych motoryzacyjnych emocji odwiedzili;

- 170 wystawców.

Ekspozycję Wadowscy Campery mogliście obejrzeć w pawilonie numer 1.
Podczas targów prezentowaliśmy nastepujące marki:

  • Dethleffs
  • Sunlight
  • Weinsberg
  • Laika

Ciekawa ekspozycja oraz wyjątkowa niespodzianka dla osób, które zdecydowały się na wynajem campera McRent.

Dziękujemy, że byliście z nami !

Poznań Motor Show 2018

Poznań Motor Show 2018


Zimą też można...

Nasi klienci bardzo często pytają, czy można uprawiać caravaning zimą. Właściwie większość z nich jest świadoma, że owszem – jest to jak najbardziej możliwe, problem dotyczy raczej tego, dokąd jechać na narty i czy nie zamarzną w kamperze, gdy temperatura na zewnątrz spadnie poniżej zera.

 

Na to ostatnie pytanie odpowiadam od razu: nie zamarzną, bez obawy! Nawet przy mocno ujemnych temperaturach, rzędu -10 do -15°C (wielokrotnie przebywałam w takich warunkach), jeśli ogrzewanie jest sprawne, w kamperze jest ciepło i komfortowo. Oczywiście zależy to od preferencji. Komuś wystarczy „tylko” 20°C, a ktoś inny potrzebuje 25°C. W zimowych warunkach sprawdzają się zwłaszcza auta z podwójną podłogą, która zapewnia dodatkową izolację i ocieplenie, ale i w „zwykłych” kamperach, jakie miałam okazję używać, jest dostatecznie ciepło. Tyle tytułem wstępu...

Skoro już wiemy, że nie grozi nam zamarznięcie, przejdźmy do kolejnego punktu, a mianowicie: dokąd? Moje pierwsze zimowe, weekendowe wypady, jeszcze w pierwszej dekadzie XXI wieku, ograniczały się do wyjazdu na kemping „Pod Krokwią” w Zakopanem – jedyny wówczas całoroczny w górach, który wprawdzie był czynny, ale jego przygotowanie, tj. odśnieżenie, sanitariaty, dostęp do wody czy zaplecze gastronomiczne, pozostawiały sporo do życzenia. Przeżyliśmy tam prawdziwie mroźny poranek, kiedy to obudziliśmy się, szczękając zębami, bo skończyła się ostatnia butla z gazem, a najbliższa stacja benzynowa była nieczynna. To przestroga – przed wyjazdem, szczególnie zimowym, warto zadbać o napełnioną propanem butlę, a drugą mieć w zapasie (typowe butle propan-butanowe stają się bezużyteczne podczas mrozów, bo mniej lotny butan w tej mieszance uniemożliwia wydostawanie się z butli do instalacji gazowej).

Kolejne zimowe wojaże – już w Alpy – uskuteczniałam niemal rokrocznie, odwiedzając większość znanych narciarskich miejscowości, począwszy od tych w Szwajcarii, przez Włochy i Francję, aż po Austrię. Dziś mogę powiedzieć, że absolutnym numerem jeden jest kemping w Sesto (Sexten) we Włoszech, tuż za granicą austriacką – Dolomiti di Sesto. Sam kemping zajmuje dość dużą powierzchnię, ale jest tak racjonalnie rozplanowany, że sprawia kameralne wrażenie. Na jego terenie znajduje się restauracja, karczma, sklep, kompleks basenowy, spa, sauny oraz – oczywiście – sanitariaty. A wszystko na najwyższym poziomie. Co więcej – nieopodal przebiega jedna z tras narciarskich należących do nowoczesnego ośrodka 3 Zinnen, zatem narty zakładamy obok kampera i do niego też na nartach dojeżdżamy.

Opisywane miejsce zimą tętni życiem, a takiego nagromadzenia luksusowych kamperów dawno nie widziałam... Spędziłam tam sześć dni, korzystając z przyległego kamperparku, umożliwiającego również korzystanie z sanitariatów. Miejsce jest może nieco mniej komfortowe niż wydzielone bezpośrednio na kempingu, ale znacznie korzystniejsze cenowo (ok. 10 euro za pojazd i czteroosobową rodzinę), choć korzystanie z basenu, sauny itd. jest wówczas dodatkowo płatne.

Oczywiście, na podróż kamperem decydujemy się, licząc, że nie będziemy musieli spędzać każdej nocy na kempingu i uda nam się zaoszczędzić, nocując od czasu do czasu w nieodpłatnym, ale bezpiecznym miejscu. A o takie w zimowych Alpach nietrudno. Obok każdego ośrodka narciarskiego (np. Kronplatz ) znajdują się duże parkingi, na których spokojnie można spędzić noc wśród dziesiątków innych podobnych pojazdów. Właśnie w takich miejscach wyraźnie widać, jaką popularność zdobywa w Europie zimowy caravaning.

Ciekawe, choć nietypowe miejsce, do którego również zawitałam zimą kamperem, aby pojeździć na nartach, to Toskania. Przyjechałam tam w marcu, kiedy u podnóża gór panuje wiosenna już aura, a w wyższych rejonach – wciąż znakomite, narciarskie warunki. Mowa o dwóch popularnych ośrodkach. Pierwszy z nich zlokalizowano wokół najwyższego szczytu Apeninów Toskańskich – Monte Cimone, na terenie dawnej bazy wojskowej NATO, na wysokości 2165 m n.p.m. Trasy narciarskie są tam zróżnicowane, dobrze przygotowane, a nasłonecznione jeszcze lepiej niż w Dolomitach! Oczywiście na dowolnym parkingu, przy kilku dolnych stacjach wyciągów, można bez żadnych problemów zostać na noc. Podobnie zresztą jak w kolejnym ośrodku, równie pięknym, lecz nieco mniejszym – Abetone. Dlatego też nie zatrzymywałam się tam na kempingach, zresztą nawet ich nie szukałam, idąc za przykładem tubylców.

W drodze powrotnej z Toskanii zahaczyliśmy o słynne Trzy Doliny we Francji. Nie muszę chyba dodawać, że na nocleg ponownie wybraliśmy parking przy wyciągu.

W ubiegłym roku zaliczyłam natomiast prawdziwy skimaraton, małym półzintegorwanym Dethleffsem Globebus T2, przemieszczając się przez całe niemal Dolomity: od Sella Ronda aż do Isola 2000, francuskiego kurortu narciarskiego w południowych Alpach, oddalonego zaledwie 60 km od Lazurowego Wybrzeża. W trakcie tych peregrynacji tylko raz zanocowałam na kempingu – tym razem w Colfosco (charakterystyczne miejsce na trasie Sella, gdzie krzesełka przejeżdżają nieomal nad kamperami). Poza tym korzystałam z kamperparków i parkingów przy stacjach narciarskich.

Jak widać, zimowy caravaning w założeniu niewiele różni się od letniego... Daje przede wszystkim możliwość poznania w krótkim czasie wielu ośrodków narciarskich, a także ich szybkiego wyboru, czasem ad hoc – w razie nagłego załamania pogody w jednym miejscu natychmiast przemieszczamy się kilkadziesiąt kilometrów dalej, gdzie aura jest bardziej sprzyjająca.

Nie lekceważyłabym również argumentu finansowego przemawiającego za caravaningiem o tej porze roku – przecież wyjazd do hotelu lub apartamentu jest zdecydowanie droższy! Zwłaszcza mam tu na myśli kurorty typu Davos. W przypadku kampera płacimy zazwyczaj tylko za karnety i posiłki (i to niekoniecznie, bo przecież możemy je przygotowywać w naszym „domku na kołach”), zaś noclegi często nic nie kosztują. Wieczór spędzony w ciepłym kamperze, z dobrą książką i lampką wina nie ma sobie równych!

Tekst i zdjęcia: Aleksandra Wadowska. Powyższy artykuł możecie Państwo znaleźć w pierwszym tegorocznym wydaniu Polskiego Caravaningu: PC1/2018.

fot. Aleksandra Wadowska


Zimowy camping Dethleffsa

Wesołe zimowe biwakowanie oznacza wspaniałą przygodę przy każdej pogodzie. Dlatego Dethleffs sprawia, że ​​kampery i przyczepy kempingowe są gotowe na zimę. Nasz Partner specjalizuje się w opracowywaniu zimoodpornych elementów do przyczep kempingowych i kamperów. Tylna wentylacja dachu AirPlus i szczególnie dobrze izolowana konstrukcja są standardem Dethleffsa. W razie potrzeby większość modeli przyczep kempingowych i kamperów można wyposażyć w wygodny podgrzewacz ciepłej wody ALDE.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


Sposoby Dethleffsa na przetrwanie zimowego campingu:

  • ALDE Ciepła woda lub ogrzewanie wentylatora, 
  • Wysokiej jakości izolacja XPS, 
  • Dobra wentylacja,
  • Wysoka oddychalność materiałów, 
  • Elektryczne ogrzewanie podłogowe lub ogrzewanie podłogowe ciepłej wody, 
  • Izolowane i ogrzewane rury kanalizacyjne i syfony.

* częściowe elementy opcjonalnych pakietów komfortu zimowego.

Już dziś zapraszamy do kontaktu z naszym działem handlowym i zapoznanie się z zimową ofertą Dethleffsa !

 

Nie zwlekaj - skontaktuj się z nami !


Rozpoczęcie wakacji 2017

W uszach brzmiał jeszcze dzwonek kończący rok szkolny kiedy w piątkowy wieczór zostawialiśmy za sobą szkołę dom i jechaliśmy pięknym amperem wypożyczonym z firmy Wadowscy  w kierunku południowo zachodnim w poszukiwaniu przygody. Tym razem wybór padł na północno zachodnie Włochy, Jezioro Como po czym przejazd przez Ligurię i wybrzeże morza Śródziemnego aż do Pizy, następnie przez północną Toskanię na wybrzeże Adriatyku.

Mieliśmy tylko tydzień więc samochód gnał pokonując sprawnie kilometry.

Dzieciaki szczęśliwe bo zaczęła się wakacyjna beztroska,  my też cieszyliśmy się wolnością, którą daje kamper.

Nad Como jechaliśmy przez Lichtenstein co było ciekawym doświadczeniem.

Na miejscu zwiedziliśmy miejsca, w których kręcone były filmy – m.in. Casino Royale z serii 007 i Gwiezdne Wojny.

Przejazd przez Ligurię do Pizy odbył się sprawnie, po drodze zatrzymaliśmy się na nocleg w miasteczku Rapallo, które słynie z podpisania traktatu kończącego 1-wszą Wojnę Światową.

Następnie udaliśmy się w kierunku Pizy, w okolicach której znaleźliśmy urokliwy i pusty o tej porze roku camping nad morzem.

W drodze do Pizy, nie mogliśmy nie odwiedzić toru wyścigowego na Monzy gdzie odbywały sie akurat jazdy testowe samochodów Ferrari, Lamborghini, Porsche.

W drodze przez północną Toskanię trafiliśmy na drogę z górskimi serpentynami i różnicą wysokości ponad tysiąc metrów na długości 10 km.

Jazda była bardzo trudna jednak samochód poradził sobie bez najmniejszych problemów.

Zjeżdżając w dół spotkała nas ulewa oraz bardzo silny wiatr i tu również samochód sprawdził się bez najmniejszych zastrzeżeń.

Zgodnie z planem pozostały nam dwa noclegi i plażowanie w miejscowości Rosolina Mare nad Adratykiem.

Razem pokonaliśmy 3700 km.  Kamper – półintegra Sunlight z silnikiem 2,3 l doskonale nadaje się do podróży z dwójką dzieci.

Jest szybki, ekonomiczny i ma bardzo ergonomiczne wnętrze,

Jakość i czystość wnętrza jak również kontakt z firmą Wadowscy po raz kolejny potwierdził najwyższe standardy.

Bardzo dziękujemy i na pewno wrócimy po kolejnego kampera. 

Paweł Stecki z Rodziną


Bałkany… nasza pierwsza wyprawa kamperem

Wakacje niestety już za nami i trzeba było wrócić do rzeczywistości, na szczęście pozostały fantastyczne wspomnienia z naszej pierwszej kamperowej wyprawy na Bałkany, którymi będziemy „grzać się” w długie jesienne i zimowe wieczory.

Jak wspomniałam była to nasza pierwsza podróż kamperem i od razu rzuciliśmy się na głęboką wodę ponad 4400 kilometrów w 14 dni i bardzo ambitny plan.

 Im bliżej było wyjazdu tym większe wątpliwości czy taka forma podróżowania sprawdzi się? czy nie będzie to zbyt męczące? czy nie za daleka trasa? czy  odnajdziemy się na tak małej powierzchni w 4 osoby (my i 2 dzieci) i tak mnożyły się pytania i także trudno było nam uwierzyć w słowa P. Pawła Wadowskiego zapalonego kamperowicza i właściciela firmy u którego wypożyczyliśmy nasz kamper, że wakacje kamperem rozpoczynają się już w momencie zamknięcia za sobą drzwi kampera…i była to prawda;-) Także kamper ,który nam zaproponowano spełnił nasze wszystkie oczekiwania i zapewnił wysoki komfort podróżowania i mieszkania, o tym jak dobrze się w nim czuliśmy mogą świadczyć słowa naszych dzieci, które nazywały go „ naszym domem”

I tak jak powiedział p. Paweł wraz z zamknięciem drzwi kampera rozpoczęła się nasza przygoda,  a wszystkie wątpliwości zniknęły.

Celem naszej wyprawy były Bałkany…wyruszyliśmy z Krakowa przez Słowację ,Węgry, Serbię , Macedonię aż dotarliśmy do Grecji i tutaj spędziliśmy kilka fantastycznych  dni zatrzymując się maksymalnie na 1- 2 noclegi w jednym miejscu.

Pierwszym naszym wyborem było urokliwe miasteczko Parga  ( choć nieco zatłoczone, ale był to sierpień), a na noclegi wybraliśmy  piękną zatokę Lichnos.

Następnie udaliśmy się do kanionu na rzece Acheron…malowniczy kanion, którym idzie się rzeką…lodowatą rzeką ale, że wówczas były olbrzymie upały ,więc taka woda dawała wytchnienie.

Grecja ma to do siebie ,że jest bardzo przyjazna caravaningowi, w zasadzie można zatrzymać się na nocleg w dowolnym miejscu  i to zupełnie za darmo, np. tutaj zatoka Ammoudia.

Celem naszej wyprawy były również słynne wiszące klasztory tzw. Meteora, jest to na pewno jedno z miejsc ,które należy zobaczyć przed śmiercią…zapierające widoki, skały przypominające bajkową scenografię i te klasztory ,największy Megalo Meteoro budowano aż 300 lat, a sam materiał znoszono przez 70..robi wrażenie.

A na grecki deser ten oprócz baklavy rewelacja, zostawiliśmy sobie kanion Vikos ,w zasadzie jej mały wycinek, bo plan był ambitny, a my mieliśmy tylko 2 tygodnie…piękne wioski w górach Pindos Papigo i Mikro Papigo…trafiliśmy tam również do świetnej restauracji Astra…jak okazało się prowadzonej przez naszą rodaczkę.

I nadszedł czas na Albanię ,tutaj na plaży Livadh w pobliżu Himare spędziliśmy 2 dni, piękna plaża, szeroka, niezatłoczona z niesamowitym kolorem morza, sympatyczni i bardzo życzliwi ludzie, smaczne i tanie jedzenie to niewątpliwe plusy…a dalej przełęcz Llogara ,jezioro Szkodra ,gdzie polecamy nocleg na campingu Lake Shkodra Resort.

Kolejnym etapem naszej wyprawy była Czarnogóra, ale ze względu na zbyt duży tłok i liczne korki nie mogliśmy się cieszyć niewątpliwymi urokami Czarnogóry ,zwłaszcza zatoki Kotorskiej , więc spędziliśmy tam jeden nocleg i udaliśmy się do Chorwacji i tutaj od razu zrobiło się luźniej i przestrzenniej ,w pobliżu Dubrovnika w malutkim miasteczku Slano spędziliśmy 3 sympatyczne dni.

A dalej to już Bośnia i Hercegowina i przepiękny Mostar zdecydowanie wart odwiedzenia i to nie tylko raz i droga wzdłuż turkusowej  rzeki Neretwy w kierunku Sarajeva obowiązkowy punkt. A, że nam się tak bardzo nie chciało wracać, to na koniec zatrzymaliśmy się jeszcze na Węgrzech w sympatycznej winnicy racząc się miejscowymi trunkami.


Camper-Ski

Czy podróżowanie z prędkością światła jest możliwe? Jak mieszkać w domku wielkości Volvo S90?

Wraz z nadejściem wiosny wraz z tatą postanowiliśmy spełnić nasze marzenie. Od lat w planach mieliśmy wiosenny szybki objazd po najbardziej atrakcyjnych resortach narciarskich w południowych Alpach. Jednak planowany ponad tygodniowy skurczył się do pięciu dni. Nie zniechęcając się wzięliśmy 5,5 metrowego camperka; Globebusa T2 i ruszyliśmy.

Pierwszy dzień nart spędziliśmy w Sexten małej włoskiej miejscowości tuż za granicą austriacką. Następnego dnia udaliśmy się na opustoszałą o tej porze roku Sella Rondę. Microdomek spisywał się znakomicie. Po nartach „dodaliśmy gazu”, aby rano obudziło nas szumiące morze w Monaco. Camper-ski musiał w tym dniu przejść transformację w auto miejskie. Zrobił to niczym robot z filmu Transformers.

Naszym kolejnym punktem był ośrodek Isola 2000 oddalony od Lazurowego Wybrzeża tylko 60 km. Piękne widoki jak i świadomość bliskości do morza oszałamiają. Patrząc z gór na lazur wody ma się wrażenie skakania do wody „na główkę” Po pięknym, aczkolwiek męczącym dniu następny dzień spędziliśmy raz jeszcze chłonąc wspaniałą atmosferę Monaco o tej porze roku wolnego od turystów.

Następnego dnia przed Camperem (Globebus T2) stanęło kolejne wyzwanie: sprawny powrót do domu w jeden dzień. Po szybkiej przemianie w wygodny osobowy pojazd droga minęła szybko i komfortowo. Cały wyjazd uważam za wyjątkowo udany a małego Camperka z pewnością weźmiemy jeszcze nie raz!


Targi Poznań Motor Show 2017

W tym roku również mieliśmy przyjemność zaprezentować ofertę naszych kamperów na targach w Poznaniu, które odbyły się w dniach od 6-9.04. Na stoisku pokazaliśmy następujące auta:

  • Knaus VAN I 650 MEG: 4 osobowy integrator
  • Weinsberg CaraHome 700 DG: 6 osobowy z alkową
  • Weinsberg CaraLoft 650 MGH 9: 4-5 os - półintegrator
  • Weinsberg CaraCompact Pepper Edition: 2 osobowy półintegrator
  • Dethleffs 4 Traveler T 7156-4: 4 osobowy półintegrator z innowacyjnym opuszczanym łóżkiem
  • Dethleffs Globebus i6: 4 osobowy integrator
  • Dethleffs Trend A6997: 6 osobowy z alkową.

Jak widać wybór był duży i każdy mógł znaleźć coś interesującego dla siebie.

Odwiedzający i mam nadzieję, że i potencjalni klienci, jak zwykle dopisali. Tym bardziej, iż zbliża się sezon wakacyjny i warto zawczasu pomyśleć o sposobie spędzenia urlopu, czy to pożyczając kampera, czy też kupując...

 


Na deser...Bałtyk

Po bałkańskich wojażach w lipcu, pod koniec sierpnia spędziliśmy kilka dni nad Bałtykiem. Pojechaliśmy tam oczywiście kamperem integrowanym Knausem, który wyśmienicie się sprawdził podczas pierwszej części wakacji.

Nad morze jeździmy co rok, mniej więcej o tej samej porze i z przyjemnością stwierdzamy coraz większy rozwój turystyki caravaningowej nad polskim wybrzeżem. Po pierwsze, przybywa kempingów z infrastrukturą dostosowaną do potrzeb caravaningowców są to zarówno większe jak i mniejsze obiekty np. kameralny kemping w Białogórze, czy w Ustce. Noclegów można szukać również na terenie gospodarstw agroturystycznych. Ponadto, są miejsca, gdzie można bezpiecznie i za darmo zanocować jak np. nadbrzeże jachtowe w Jastarni. Jeszcze kilka lat temu nasz kamper był tam przysłowiowym rodzynkiem, a już w zeszłym roku i tego lata, mieliśmy towarzystwo, nie tylko z Polski, ale i z innych krajów Europy.

Ponieważ jak zwykle przemieszczaliśmy się na obszarze od Helu do Ustki, zbaczając na tereny nie leżące bezpośrednio przy morzu, mieliśmy okazję poznać miejsca stosunkowo niekomercyjne, a co za tym idzie nie zadeptane przez turystów. Do nich należą małe wioski na wschód od Ustki, takie jak Orzechowo, Poddąbie, czy Dębina. Można tam znaleźć niezatłoczone, piękne klifowe plaże a także zabytkowe kościoły i pałace miejscowych rodów, mieszczące obecnie hotele i pensjonaty. Niewątpliwym atutem tych okolic jest mnogość malowniczych szlaków rowerowych przeważnie płaskich i nietrudnych, w sam raz dla rodzin z dziećmi. Warto zresztą oddalić się trochę od morza i zwiedzić urokliwe wsie położone nad jez. Gardno i Łebsko szczególnie skansen w Klukach. Dla ceniących aktywny wypoczynek organizowane są spływy kajakowe rzeką Łupawą. Zresztą na tych terenach nie brakuje ciekawostek przyrodniczych jak siedliska bobrów, czy rzadkich okazów ptactwa np. żurawi.

Nasz pobyt nad morzem był wprawdzie krótki, bo tylko 6-dniowy, ale turystycznie dość intensywny, atrakcji bowiem jest wiele i każdy znajdzie coś dla siebie, Bałtyk przecież nie tylko plażami stoi...


Prawie kresy

Wyjazd na tegoroczny majowy weekend miał być dla nas, próbą generalną, nowego, integrowanego kampera marki Knaus Van i. Kierunek wyjazdu obraliśmy, już kolejny rok pod rząd, w stronę naszej wschodniej granicy. Głównymi punktami miały być: Zamość, Chełm, Lublin.

Wyjazd przyniósł nam same przyjemne rozczarowania. Wbrew, czasami krzywdzącej opinii, przedstawiającej tzw. ścianę wschodnią Polski jako obszar zaściankowy i zacofany, my ujrzeliśmy wsie i miasteczka, może skromne, ale czyste i zadbane oraz życzliwych mieszkańców. Z miast wartych zobaczenia na pierwsze miejsce wysuwa się oczywiście piękny Zamość, gdzie oprócz rynku, katedry, koniecznie trzeba zwiedzić muzeum fortyfikacji i broni, obrazujące historię i rozwój zamojskiej twierdzy, nie tylko poprzez eksponaty z epoki, ale również ciekawy multimedialny pokaz.

Po opuszczeniu Zamościa, skierowaliśmy koła w kierunku wsi Susiec, położonej na skraju Parku Krajobrazowego Puszczy Solskiej. Tam przenocowaliśmy na kempingu. Jest to okolica atrakcyjna turystycznie, ze względu na liczne walory krajobrazowe, rezerwaty leśne, torfowiska, wodospady na rzece Jeleń.

Innym wartym choćby krótkiego zaglądnięcia miasteczkiem jest Hrubieszów, znany nie tylko jako miejsce narodzin Bolesława Prusa, ale też najbardziej wysunięta na wschód miejscowość w Polsce. Znajduje się w nim piękna XIX wieczna cerkiew z 13 kopułami. Niestety, podczas naszej wizyty była zamknięta. Po krótkim pobycie w Hrubieszowie, pomknęliśmy już w kierunku Lublina, zatrzymując się po drodze w Chełmie – miasteczku słynnym z kopalni ...kredy, wydobywanej przez jego mieszkańców przez ponad 200 lat, począwszy od wieku XVI. Kredowe podziemia znajdują się pod ryneczkiem, a były drążone pod piwnicami domów. Obecnie tworzą sieć rozgałęzionych korytarzy na kilku poziomach, do zwiedzania z przewodnikiem.

W Lublinie zaparkowaliśmy na noc na strzeżonym parkingu nieopodal Starego Miasta. Miasto urzekło nas malowniczymi zaułkami i pięknie odnowionym zamkiem. Na jego terenie, w lapidarium obejrzeliśmy ciekawy film w formie animacji komputerowej, ukazujący historię i rozwój Lublina. W samym zaś rynku jest mnóstwo klimatycznych kawiarni i restauracji, gdzie można smacznie zjeść. Szkoda, że czas już nas naglił i nie mogliśmy bliżej zapoznać się z tym ciekawym i jakże ważnym w naszej historii miastem. Myślę, że jeszcze tam kiedyś wrócimy i uzupełnimy turystyczne braki.

Z Lublina prosto już wróciliśmy do Krakowa.

Warto teraz zaznaczyć, że w przyjemnym spędzeniu weekendu, zdecydowanie pomógł nam kamper, który nader pomyślnie przeszedł 3-dniowy test. Po pierwsze, dużym plusem okazały się jego wymiary. Nasz kamper, jak na integratora nie jest długi, tylko 6,5m co przy manewrowaniu, czy parkowaniu jest niewątpliwym atutem. W środku natomiast zaskakuje przestronnością, dużą ilością szafek i schowków, sporą lodówką oraz komfortową łazienką, mimo braku separowanego prysznica. Posiada 5 miejsc do spania.

Myślę, że pomoże nam miło spędzić wakacje!


Targi Poznań Motor Show 2016

Międzynarodowe Targi Motoryzacyjne "Motor Show" 2016 odbywające się w Poznaniu, po raz kolejny zgromadziły wielu zwiedzających i miłośników caravaningu.

Targi były doskonałą okazją do spotkania z potencjalnymi klientami i przedstawienia szerokiej oferty, jaką dysponujemy.

Porównując kolejne edycje targów widać, że grono osób zainteresowanych z roku na rok rośnie, co daje nam jeszcze więcej motywacji do rozwoju i poszerzania oferty współpracy z klientami.

Coraz więcej osób przekonuje się, że campery to wspaniała przygoda, dająca wiele różnorodnych możliwości spędzania czasu.

Poznawanie nowych miejsc, aktywny wypoczynek- to wszystko powoduje, że grupa miłośników caravaningu w Polsce z roku na rok jest coraz większa.

Jako jeden z liderów branży w Polsce zaprezentowaliśmy aż sześć modeli min. Dethleffs Globebus I4, Knaus Van I 600 MG, Weinsberg CaraLoft 650 MGH, Weinsberg CaraCompact 600 MG oraz Dethleffs T6717.


Nasz camper na Vuelta a Espana !

Ponad 7 tysięcy pokonanych kilometrów i tydzień spędzony z drużyną kolarską Tinkoff-Saxo to efekt wyprawy ekipy Eurosportu, która wyruszyła naszym camperem na Vuelta a Espana 2015.

70. edycja wyścigu kolarskiego objęła 21 etapów o łącznym dystansie 3 358, 1 km. Dzięki współpracy Wadowscy Campery z Eurosport kibice hiszpańskiego wyścigu byli na bieżąco z sytuacją na trasie i zmaganiami zawodników. Dziennikarze Adam Probosz i Kuba Ostrowski za kierownicą Fiata Forster T699 VB relacjonowali postępy kolarzy, oddając niezwykłą atmosferę wydarzenia z niezawodnego mobilnego biura prasowego.

"Jesteśmy szczęściarzami, że mogliśmy tego wszystkiego doświadczyć, a podróż własnym domem na kółkach pozwoliła nam być w samym centrum wydarzeń. Spotkaliśmy po drodze wielu kibiców podróżujących w taki sam sposób. Czasem formowaliśmy druga kolumnę, w której jechali Holendrzy, Francuzi czy Niemcy. Z Polski w tej kolumnie byliśmy tylko my, ale myślę, że przy rosnącej popularności kolarstwa także naszych kibiców będziemy spotykać na drodze coraz częściej. Kolarzom jest to bardzo potrzebne. Powtarzali to właściwie przy każdej okazji, a po zakończeniu ostatniego etapu zapytali nas: to co, kiedy znowu przyjeżdżacie? Odpowiedzieliśmy, że chcielibyśmy jak najszybciej!" - opowiada Adam Probosz.

Po trzech tygodniach wyczerpującej jazdy kolarze dotarli na metę wyścigu - do Madrytu. Od początku wyścigu największe emocje w Polsce wzbudzał Rafał Majka - lider drużyny Tinkoff-Saxo, który jako pierwszy Polak w historii ukończył wielki tour na podium, zajmując trzecie miejsce. Tegoroczna edycja Vuelta a Espana cieszyła się w kanale Eurosport w Polsce rekordową oglądalnością. Hiszpański tour oglądało średnio 196 tysięcy widzów.

Pełna relacja z wydarzenia z udziałem naszego campera na Eurosport.onet.pl

Dziękujemy za moc sportowych wrażeń na najwyższym poziomie!


Zdobyć Albanię

Albania był to najbardziej tajemniczy kraj mojego dzieciństwa - niby w Europie, ale ze względu na jego izolację mało kto wiedział o nim coś konkretnego. Nikt tam nie jeździł a i stamtąd nikogo się nie widywało. Ten stan trwał do początku lat 90-tych, kiedy to dopiero kilka lat po śmierci albańskiego dyktatora Envera Hodży, kraj zaczął stopniowo otwierać się na resztę świata. Jako, że albańska linia brzegowa jest przedłużeniem wybrzeża Chorwacji i Czarnogóry, całkiem naturalne stało się, że państwo to postawiło na turystykę. Ponieważ od kilku lat docierały do nas pozytywne opinie o Albanii, w tym roku postanowiliśmy osobiście sprawdzić, czy są one prawdziwe.

Oczywiście, mieliśmy pewne obawy, bo przecież niejedno się słyszało o mafii albańskiej a i sami Albańczycy kojarzyli się nam z nielegalną emigracją do Włoch. W internecie jak to zwykle bywa, wpisy były sprzeczne - z jednej strony, że kraj piękny, ludzie gościnni, ale z drugiej - że same mercedesy, mężczyźni często chadzają z bronią, no i ciągle trochę dziko... 
No cóż trzeba to było zweryfikować!

Do Albanii dotarliśmy po parodniowym pobycie w Chorwacji i Czarnogórze. 
Pierwsze wrażenie, na granicy czarnogórsko-albańskiej, było zdecydowanie niekorzystne. Przede wszystkim, musieliśmy prawie dwie godziny stać do kontroli paszportowej, a po drugie, do naszego kampera (kolejny już rok jak zwykle niezawodny Sprinter CS), ciągle pukały żebrzące cygańskie dzieci. Ale to był tylko zły początek, potem rzeczywistość zdecydowanie zaskakiwała nas in plus.

Zacznijmy od rzeczy dla zmotoryzowanych najważniejszej, a mianowicie dróg, które okazały się całkiem niezłe, choć nie należy się dziwić widząc jak ktoś przechodzi w poprzek przez drogę szybkiego ruchu, a poboczem drepcze osiołek lub muł ciągnący wózek. Wprawdzie przezornie mieliśmy zatankowany pełen bak paliwa, ale z jego dostaniem nie ma najmniejszego problemu, gdyż takiego zagęszczenia stacji benzynowych w niejednym kraju nie widziałam. Wprawdzie nie są firmowe, ale za to nowe, z pełnym zapleczem w postaci myjni, parkingu i restauracji lub kawiarni. Z tej ostatniej szybko skorzystaliśmy zamawiając "na próbę" espresso, które nie tylko było wyborne i parzone w profesjonalnym, dużym ekspresie, ale kosztowało 0,50 euro! I taka zresztą cena obowiązywała w całej Albanii. Kolejną rzeczą, która okazała się przesadzona, była rzekomo ogromna ilość mercedesów - jest ich wprawdzie sporo, ale równie dużo jest innych marek samochodów, w zasadzie z każdej półki cenowej. Widac, że Albańczycy szybko nadrabiają lata, kiedy to obywatelom nie wolno było posiadać prywatnych samochodów, a głównym środkiem transportu był rower lub osioł - toteż ruch na drogach jest spory, a za kierownicami aut, rzadko kiedy można spotkać starszych ludzi...Zresztą już pierwszy rzut oka wystarczył, żeby zauważyć,że w Albanii wszystko jest nowe - drogi, budynki, infrastruktura. Niestety widoczny jest pewien chaos budowlany i co za tym idzie południowy bałagan. Nie rozczarowaliśmy się natomiast co do samych Albańczyków- są rzeczywiście gościnni, sympatyczni, skłonni do pomocy i co ważne - młodzi ludzie zazwyczaj nieźle znają angielski.

Jeśli chodzi o to co nas najbardziej interesowało, czyli o kempingi, to jest ich całkiem sporo, wprawdzie standard nie jest zbyt wysoki, ale cena oscyluje pomiędzy 8 a 10 euro. Zresztą ceny są rzeczywiście mocnym atutem Albanii - pyszną pizzę jemy już od 12 zł! 
W naszej podróży obraliśmy kierunek północ - południe, w kierunku granicy greckiej. 
Nie zamierzam tu szczegółowo opisywać miejsc wartych zwiedzenia - od tego są przewodniki, ale na pewno trzeba zatrzymać się w mieście Kruje, gdzie przez typowy orientalny bazarek pełen sklepików z pamiątkami dochodzi się do ruin zamku i twierdzy na górze, u stóp której leży wspomniane miasto.

Natomiast, stolica Tirana nie jest miastem które powala na kolana, właściwie nie ma tam zabytków prócz XVIII wiecznego meczetu, ale można o nią zahaczyć, choćby po to by na własne oczy zobaczyć jak wygląda w Albanii ruch na rondzie...czyli kto pierwszy, ten lepszy. Polecam natomiast drogę przez góry wiodącą z Vlore w kierunku Sarande, która wydaje piąć się do nieba. Widoki są naprawdę niesamowite, zwłaszcza na urocze zatoczki z bielejącymi z daleka plażami i lazurowym morzem. Po drodze mijaliśmy mnóstwo małych, klimatycznych restauracyjek. Co jakiś czas pojawiał się przy drodze jeden ze słynnych albańskich betonowych bunkrów, których jest podobno ok. 700 tys! Dyktator Hodża planował ich zbudować okrągły milion, ale nie zdążył. Te co zostały zwolna niszczeją lub są rozbierane.

Kiedy dobrnęliśmy na samo południe, ze zdziwieniem odkryliśmy, że nie jesteśmy jedynymi Polakami.Właściwie można powiedzieć, że nasi rodacy stanowią znaczną ilość cudzoziemskich turystów w Albanii. Stosunkowo najmniej jest Niemców, ale spotyka się Francuzów, Włochów, Czechów, a także obywateli krajów byłej Jugosławii.

 

Po kilku dniach spędzonych w Albanii wyruszyliśmy do Grecji, gdzie spędziliśmy ostatnie dni urlopu. Za względu na goniący na czas, nie zdążyliśmy zobaczyć wielu interesujących rzeczy jak choćby Jeziora Ochrydzkiego na pograniczu Albanii i Macedonii, ale co się odwlecze to nie uciecze i póki co, Albania pozostała bardzo miłym punktem naszych tegorocznych wakacji. Warto było pojechać i naocznie sprawdzić niejednokrotnie sprzeczne informacje o tym kraju, żeby stwierdzić, że chyba tam jeszcze wrócimy... Zresztą, czasem warto wyjeżdżać z uczuciem pewnego niedosytu...


Kamperowe Giro d'Italia

Jako zagorzali kibice kolarstwa, żona i ja postanowiliśmy wypożyczyć kampera i pojechać do Włoch na górskie etapy Giro, aby sekundować polskim zawodnikom. Wyjazd dostarczył nam niesamowitych sportowych emocji, a także wrażeń turystyczno-krajobrazowych. Nasz kamper okazał się bardzo komfortowy a zarazem zwrotny i sprawny na tego typu eskapady.

Nie było problemu z wjazdami na najwyższe alpejskie przełęcze a dzięki stosunkowo niewielkim rozmiarom łatwo znajdowaliśmy miejsce do zaparkowania.

Chyba połknęliśmy caravaningowego bakcyla i już planujemy wyjazd za rok!

Marta i Paweł


Nowa siedziba w Jankach/k. Warszawy

Wraz z nieustannym rozwojem naszej firmy, w podwarszawskich Jankach powstaje drugie centrum caravaningowe Wadowscy Campery. W naszej nowej siedzibie umożliwiamy wypożyczenie camperów za pośrednictwem McRENT (www.mcrent.pl) - największej wypożyczalni camperów w Europie. Stała oferta zawiera sprzedaż, wynajem i komis samochodów campingowych od najlepszych producentów: Dethleffs, Forster, Knaus, Sunlight i Weinsberg. Wychodząc naprzeciw oczekiwaniom naszych klientów, punkt sprzedażowy w Jankach zostanie wyposażony także w profesjonalny serwis.

Zapraszamy do kontaktu i odwiedzenia Wadowscy Campery w Jankach!

 

Centrum Caravaningowe Wadowscy Campery

al. Krakowska 18

05-090 Janki k/Warszawy

Tel.: +48 601 444 503

E-mail: campery@wadowscy.pl


Zimowe wspomnienia

Czas szybko leci, ferie skończyły się parę tygodni temu, zawitała już wiosna, ale nie sposób nie podsumować naszego zimowego wypoczynku, którego część spędziliśmy na kempingu w Sexten (Sesto) we Włoszech, niedaleko Dobbiaco, parę kilometrów od austriackiej granicy. Jest to podobno jeden z najlepszych zimowych kempingów w Europie, z czym nie sposób się nie zgodzić.

Dla kamperów jest wydzielony osobny plac, z możliwością podłączenia się do prądu i korzystania z węzła sanitarnego w postaci bardzo komfortowych i pięknie urządzonych łazienek. Na kempingu ponadto znajduje się kompleks basenowy z saunami, restauracje, sklep - a dla stacjonarnych domki kempingowe. Mimo iż kemping zajmuje sporą powierzchnię, dzięki racjonalnemu rozplanowaniu, sprawia wrażenie kameralnego. Narciarze mogą już przypiąć narty bezpośrednio przy kamperze, czy przyczepie i wygodną nartostradą dostać się do dolnej kolejki wyciągu. A wszystko to za stosunkowo przystępną cenę mieszczącą się w przedziale pomiędzy 20 a 28 Euro w zależności od sezonu. Jeśli jeszcze dodam, że pogoda była znakomita słońce niemal nie zachodziło a równocześnie wokół roztaczała się bajkowa zima to pytanie, czy tam jeszcze wrócimy, wydaje się być retoryczne.


Dolnośląskie zachwyca

Jesień to taka wyjątkowa pora roku, która zachęca do wycieczek i podziwiania całej gamy barw, zdobiącej otoczenie. Klub miłośników turystyki camperowej postanowił wykorzystać uroki jesieni i zorganizował dla swoich członków zlot o charakterze foto - rajdu po malowniczej Dolinie Bobru, znajdującej się w województwie dolnośląskim. Sami od dłuższego czasu planowaliśmy wybrać się na zlot Camperów, organizowany przez ten klub. Szczęśliwie dla nas okazja nadarzyła się w drugi weekend października, który ku naszej uciesze był piękny i słoneczny.

Pierwszym przystankiem na naszej trasie było jedno z najstarszych miast w północno-zachodniej części województwa dolnośląskiego - Bolesławiec. Na miejsce dotarliśmy późnym wieczorem, mijając po drodze ogromne korki, na nasze szczęście, w przeciwną stronę. Campingiem na tę noc stały się tereny Miejskiego Ośrodku Sportu i Rekreacji. W sobotni poranek wszyscy uczestnicy spotkali się na małym placyku, aby oficjalnie się przywitać i poznać szczegółowy plan foto - rajdu. Nie zabrakło Prezydenta Bolesławca Pana Piotra Romana, który ucieszył się ze zlotu i życzył wszystkim uczestnikom powodzenia. Oczywiście, spotkanie to zostało uwiecznione na zdjęciu grupowym, a także każda z załóg zrobiła sobie indywidualne zdjęcie przy swoim camperze.

Foto - rajd czas zacząć! Na początek każda z załóg musiała przejść test umiejętności kierowania camperem, sprawdzano na przykład dokładność cofania. Potem z całym wyposażeniem - wielu mapek i informatorów ruszaliśmy w trasę. Z racji naszego debiutu nie braliśmy oficjalnego udziału w foto - rajdzie. Nasz przejazd przybrał formę bardziej rekreacyjną - mieliśmy okazję do zobaczenia ciekawych zakątków, które mijaliśmy jadąc do punktu docelowego - Jeleniej Góry. Pomimo tego, że nie dostaliśmy mapki z zaplanowaną trasą foto - rajdu oraz konkretnymi stacjami, udało nam się dotrzeć do kilku tych urokliwych miejsc dzięki intuicji. W Bolesławcu i Lwówku Śląskim mieliśmy okazję zobaczyć rynki z ratuszami. Nie omieszkaliśmy poszukać słynnego Browaru Lwówek 1209, który niestety tego dnia był zamknięty dla zwiedzających. Kolejnym punktem była przepiękna Szwajcaria Lwówecka, która ujęła nas niezwykłymi widokami. W Pilchowicach podziwialiśmy potężną zaporę wodną na rzece Bóbr, z której rozpościerał się niesamowity krajobraz. Naszym ostatnim przystankiem przed Jelenią Górą był Siedlęcin, a w nim średniowieczna Wieża Rycerska - jest to jedna z najlepiej zachowanych budowali tego typu w Polsce. Późnym popołudniem dotarliśmy do Jeleniej Góry.

Sobotni wieczór był niezwykle inspirujący dla wszystkich, nawet nie z racji jakże wpisującego się w historię meczu Polska - Niemcy, a dzięki prelekcji pana Janusza Skowrońskiego dotycząca rowerowego szlaku papieskiego Jana Pawła II na dolnym śląsku. Każdy z nas miał okazję dowiedzieć się wiele ciekawych faktów z życia Karola Wojtyły , o których zapewne nie mieliśmy nawet pojęcia. Po tym rozwijającym spotkaniu część osób udała się do camperów, aby kibicować naszym rodakom, a pozostała część integrowała się w altance na świeżym powietrzu.

Niedziela rozochociła nas pięknym słońcem. W godzinach przedpołudniowych wszyscy spotkaliśmy się w altance, aby uczestniczyć w rozdaniu nagród za foto - rajd. Oczywiście każda z załóg dostała mały upominek - piękne zdjęcie grupowe z dnia poprzedniego. Zdobywcy podium mogli pochwalić się piękną ceramiką z wygrawerowanym zdobytym miejscem oraz datą.

Uczestnictwo w foto - rajdzie Klubu CamperTeam był dla nas zarazem wyzwaniem i ciekawą przygodą. Mieliśmy okazję poznać ludzi, dla których podróż camperem to nie tylko sposób na spędzenie wolnego czasu, a przede wszystkim to pasja, która łączy ludzi i sprawia, że życie ma inny, lepszy smak. Był to nasz debiut, ale wiemy, że to dopiero początek naszej historii w uczestniczeniu w zlotach CamperTeam. Z niecierpliwością czekamy już na kolejny!

 

 


Na końcu Europy

Portugalia kusiła nas od dawna, ale z roku na rok odkładaliśmy tę wyprawę - a to za daleko, podróż męcząca, dzieci małe itd. Poza tym, tak długi wyjazd wymagał odpowiedniego kampera - zwrotnego, niewielkiego, szybkiego, a zarazem pojemnego i wygodnego. Strzałem w dziesiątkę okazał się CS Luxor na Mercedesie Sprinterze. Niższy i węższy niż przeciętny kamper - nawet półintegrator - jednak bardzo pakowny i rozwijający zawrotną jak na tego rodzaju auto prędkość - nawet 150 km/h! Wnętrze zostało świetnie rozplanowane, z trzyosobowym spaniem z tyłu i rozkładanym siedzeniem przeistaczającym się w wygodne łóżko dla jednej osoby. Całość dopełniała dobrze zaprojektowana łazienka, pojemne szafki kuchenne i duży garaż. Żadnych zbędnych ozdobników i designerskich pomysłów - po prostu przemyślnie i praktycznie zaprojektowane auto kempingowe. Nic tylko wsiadać i jechać!

Mimo iż naszym celem było zwiedzenie Portugalii, nie zamierzaliśmy tej trasy pokonać za jednym zamachem - tym bardziej, że po drodze ,jak się okazało, czekały na nas interesujące rzeczy do zwiedzenia, z których pierwszym przystankiem był Playmobil Funpark w Zirndorf k/Norymbergii. Miejsce warte polecenia szczególnie małym i trochę większym dzieciom.

Kolejny etap to oczywiście Francja i aby tradycji stało się zadość, w Wogezach kibicowaliśmy Tour de France. Następnie skierowaliśmy się na południe i jadąc niespiesznie przez urokliwe burgundzkie miasteczka i winnice dotarliśmy w końcu do Millau - miasta słynącego najwyższego w Europie wiaduktu, przerzuconego nad doliną rzeki Tarn. Stamtąd już udaliśmy się w kierunku Atlantyku i granicy hiszpańskiej, zahaczając o kilka interesujących miejsc jak miasteczko Roquefort( piwnice z serami robią wrażenie!), czy Albi (przepiękna katedra).

Ponieważ zazwyczaj nie planujemy dokładnie całej trasy, zdając się na spontaniczność i szczęśliwy traf, już na terenie Hiszpanii - jadąc od Pampeluny na zachód - zorientowaliśmy się, że jesteśmy na pielgrzymim szlaku do Santiago de Compostela. Grzechem byłoby nie skorzystać z tego drogowskazu, toteż i my podążyliśmy drogą św. Jakuba, aby znaleźć się w tym przeważnie deszczowym mieście. Mimo kiepskiej pogody, wrażenia okazały się niezapomniane, zwłaszcza msza w katedrze, podczas której ośmiu mężczyzn rozkołysuje ogromną kadzielnicę, która buja się z prędkością 60 km/h!

Stamtąd nie pozostało już nic innego jak pospieszyć w kierunku granicy portugalskiej, co też uczyniliśmy i po dziewięciu dniach od wyjazdu z Krakowa znaleźliśmy się na kempingu ok. 20 km od Porto. Warto zaznaczyć, że był to nasz zaledwie trzeci nocleg na kempingu, gdyż do tej pory głównie korzystaliśmy ze camperparków, których zwłaszcza we Francji nie brakuje.

Samo zaś Porto... Cóż - tam po prostu trzeba być, podobnie jak w Lizbonie, do której zawitaliśmy w dalszej kolejności. Oba miasta robią niesamowite wrażenie, nie tylko ilością zabytków, ale klimatem wąskich uliczek z rozwieszonym praniem (cecha charakterystyczna Porto), malowniczych zaułków, mnogością knajpek serwujących pyszne ( i tanie ) jedzenie. Zarówno Lizbona jak i Porto swój urok zawdzięczają wyjątkowemu położeniu tj. u ujścia do oceanu dwóch dużych rzek - Tagu i Duero. Warto zresztą podążyć doliną Duero, w głąb lądu, by zobaczyć niezwykłe tarasy z winnicami, których tradycja uprawy sięga czasów rzymskich. Wzgórza wzdłuż koryta rzeki są symetrycznie pocięte winnicami, co tworzy kapitalny obraz, podobno widoczny z kosmosu.

Oczywiście Portugalia to również piękne plaże - te nad Atlantykiem jak i nad Zatoką Kadyksu, z których korzystaliśmy przy każdej nadarzającej się okazji.

Warto nadmienić, że Portugalia jest krajem bardzo przyjaznym dla kamperów. Właściwie wszędzie można się zatrzymać, nie ma nigdzie zakazów, poza tym jest bezpiecznie, czysto i niedrogo i nawet w kurortach nie widać sztucznego nadęcia i niepotrzebnego blichtru. Pogoda również nas nie zawiodła, było ciepło, słonecznie, ale bez męczącego upału, co jest charakterystyczne dla tamtejszego klimatu.

Po spędzeniu 10 dni w Portugalii, żal było wyjeżdżać, tym bardziej, że nieuchronnie zbliżał się koniec naszych wakacji i na powolną drogę przeznaczyliśmy co najmniej 4 - 5 dni, podczas których zwiedziliśmy Sewillę, Granadę (cudowna Alhambra ) oraz benedyktyński klasztor Montserrat k/ Barcelony. Niestety, powrót minął nam w deszczu, który przywieźliśmy do Polski.

Nie zakłóciło to jednak wspomnień i cichej obietnicy, że jeszcze do Portugalii wrócimy - pozwoliliśmy sobie bowiem na luksus pewnego niedosytu...

 


Majowy weekend, czyli Polska Piastów

Kierunek tegorocznego długiego weekendu obraliśmy przeciwnie niż większość rodaków, udaliśmy się bowiem na północ a ściślej mówiąc do Wielkopolski. Na naszym szlaku w pierwszej kolejności znalazł się Kalisz - jako najstarsze wzmiankowane w rzymskich źródłach polskie miasto i leżący nieopodal piękny zamek w Gołuchowie.

Następnie koła kampera zawiodły nas do pierwszej polskiej stolicy - Gniezna. Nocleg znaleźliśmy na parkingu nieomal u stóp katedry gnieźnieńskiej. Jej zwiedzanie dostarczyło nam niezapomnianych wrażeń, a i sama gnieźnieńska starówka prezentuje się całkiem przyjemnie.

Kolejnym etapem był Poznań. Byliśmy tam podczas ostatnich Targów Motoryzacyjnych, lecz wtedy nie było czasu na zwiedzanie, toteż obiecaliśmy sobie, że przy najbliższej okazji wrócimy i nadrobimy zaległości. Poznań to miasto rzeczywiście bardzo ładne, z dużą ilościa zieleni - dzieciom i nie tylko polecamy wizytę w nowym Zoo, z imponującymi wybiegami dla słoni, czy niedźwiedzi (zupełnie jak w naturalnych warunkach), a każdemu odwiedzającemu miasto oczywiście spacer po urokliwym Starym Rynku. W Poznaniu na Malcie jest komfortowy kemping z wszelkimi udogodnieniami - stamtąd zresztą jest już blisko do wspomnianego Zoo.

W drodze powrotnej wstąpiliśmy do Lichenia a także do pobliskiego klasztoru Kamedułów w Bieniszewie. Jest to drugi po krakowskich Bielanach czynny klasztor tych zakonników. Leży w ustronnym miejscu, w lesie - prawdziwa przystań do kontemplacji i wyciszenia.

Weekend generalnie był bardzo udany, mimo miejscami rozdzierająco zimnej pogody, ale od czego w końcu jest ogrzewanie w kamperze...

Tak czy inaczej kierunek trasy godzien polecenia!


Targi Motoryzacyjne w Poznaniu 2014

Odbywające się w dniach 27.03-30.03. Międzynarodowe Targi Motoryzacyjne w Poznaniu były dla nas okazją, aby po raz pierwszy zaprezentować się na tej prestiżowej imprezie.

Wystawiliśmy na niej dwa kampery Weinsberg : 631 MQ i 650 oraz Knaus Van I 600 MG. Zainteresowanie przeszło nasze oczekiwania- mnóstwo gości odwiedzających targi zaowocowało nowymi kontaktami i miejmy nadzieję poważnymi klientami.

Wydaje się, że branża kamperowa, po pewnej stagnacji, trochę odetchnęła i znów nabiera wiatru w żagle, a właściwie w koła.


Kamperem po złoty liść

Chciałabym podzielić się swoimi wrażeniami z mojego pierwszego w życiu wyjazdu camperem. Jestem osobą bardzo lubiącą podróżować, sama przejechałam samochodem pół Europy, ale zawsze zatrzymywałam się w hotelem, apartamentach .Często mijałam na swojej drodze wiele aut kempingowych, ale nigdy nie pomyślałam, aby w ten sposób przemierzać świat.

Pewnej pięknej jesiennej soboty, mój znajomy zrobił mi nieprawdopodobną niespodziankę - powiedział , że zabiera mnie w urocze miejsce, z czego bardzo się ucieszyłam, ale kiedy zobaczyłam ,że wypożyczył campera, byłam zaskoczona. Ruszyliśmy w stronę Gór Stołowych. Droga z Krakowa do Narodowego Parku Gór Stołowych zajęła nam kilka godzin.

Najpierw jechaliśmy autostradą na Wrocław, po czym odbiliśmy na Nysę. Jadąc drogą 409 za Strzeleczkami , warto zatrzymać się w miejscowości Moszna , gdzie znajduje się zjawiskowy pałac , zbudowany w połowie XVII wieku, o imponującej liczbie 365 pomieszczeń i 99 wież! Pałac położony jest w ogrodzie w którym rosną rzadkie rododendrony i przepiękne dęby. Camperem, nie ukrywam jechało mi się całkiem komfortowo. Późnym popołudniem dotarliśmy do celu.

Góry Stołowe to piękne miejsce, polecam gorąco. Bardzo szybko pokonując 665 schodów można dojść do schroniska na Szczelińcu, skąd rozpościera się wspaniały widok na okolicę, a potem przejść trasą skał, które tworzą prawdziwe labirynty. Zeszliśmy z Gór po zmroku i bardzo głodni ruszyliśmy do pobliskiej Kudawy Zdrój, gdzie zjedliśmy pyszną kolacje. Kudawa Zdrój jest miejscowością uzdrowiskowo-turystyczną , ponoć pijalnia wód która tutaj się znajduje jest największą i najładniejszą na całym Dolnym Śląsku. Ten rejon Polski oferuje mnóstwo miejsc do zwiedzania, ale jeśli ktoś zapragnie, może odwiedzić naszych Czeskich sąsiadów. Właśnie tak uczyniliśmy, po kolacji, minęliśmy Polską granicę i na nocleg zatrzymaliśmy się nad Jeziorem Rozkoss.

W ciemnościach znaleźliśmy parking dla camperów. Nie ukrywam byłam cała podekscytowana jak wygląda nocleg w takim camperze. Ku mojemu zaskoczeniu, w małym pomieszczeniu, które było ubikacją i prysznicem jednocześnie, wzięłam gorącą odprężającą kąpiel ,a potem położyłam się w bardzo dużym i wygodnym łóżku. Rano obudziłam się wyspana i wypoczęta - nie miałam pojęcia że campery są takie wygodne. Miejsce postojowe nad jeziorem okazało się bardzo dobrze przystosowane dla tego typu aut, miało bieżącą wodę, oraz możliwość podpięcia się do prądu , no i najważniejsze było nad samym jeziorem. Za taką miejscówkę i widok, musiałabym w hotelu sporo zapłacić ! W takich pięknych okolicznościach natury zjadłam pierwsze w swoim życiu śniadanie w samochodzie, z kuchnią z prawdziwego zdarzenia. Nie mogłam wyjść z podziwu , że tak nieduże w sumie auto, ma w sobie wszystko co niezbędne , taki apartament na kółkach .

Na sam koniec, mój towarzysz podróży zabrał mnie w bajkowe miejsce niedaleko za Polską granicą- 2 km od Teplic nad Metują znajdują się Skały Teplickie . Trasa do przejścia to 6 km zajmuje ok 2-3 godz. odsyłam na stronę www.skalnemiasta.republika.pl . Można tu zobaczyć nieprawdopodobne, liczne i unikalne formy skalne.. Muszę przyznać, że ta przygoda z camperem zostanie na długo w mej pamięci, myślę, że nie będzie to jednorazowy wypad.

Polecam gorąco wszystkim, tym którym biura podróży się znudziły i którzy lubią podróżować własnymi ścieżkami, bez ograniczeń.

Pozdrawiam Luiza i Dominik


Wadowscy i Camp&Travel

Z wielką przyjemnością i dumą informujemy, że połączyliśmy nasze siły z jednym z dotychczasowych liderów z branży caravaningowej w Polsce, firmą Camp&Travel z Warszawy.

Ideą, jaka nam przyświeca jest zapewnienie usług na najwyższym poziomie oraz poszerzenie gamy produktów. Łącząc wypracowane w obu firmach sprawdzone rozwiązania i procesy, ujednolicamy standardy w branży caravaningowej i wyznaczamy nowe trendy. Dzięki temu od dziś możemy zaoferować bogatszą ofertę usług oraz produktów.

Zapraszamy do naszej siedziby, gdzie przy filiżance dobrej kawy odpowiemy na wszelkie pytania.


Targi Caravaningowe w Dusseldorfie

W dniach 30.08 - 08.09 bieżącego roku odbyła się kolejna edycja największych targów caravaningowych w Europie. Dusseldorf w swoich pawilonach wystawienniczych gościł około 1800 modeli camperów i przyczep campingowych oraz pojazdów 4x4. W 9 halach wystawowych można było oglądać pojazdy czołowych europejskich producentów.

Pierwszego dnia naszego pobytu na targach odwiedziliśmy "nasze" firmy. Skupialiśmy się na nowościach które do swojej oferty wprowadził Knaus, Weinsberg. Dodatkowo odwiedzając stanowiska producentów takich jak Pilote, LMC, Hobby, Dethleffs czy Burstner. Dużym zaskoczeniem była informacja o zakończeniu produkcji pojazdów marki TEC która została "wchłonięta" prze LMC.

W drugim dniu naszą uwagę skupiliśmy na nowościach wśród akcesoriów caravaningowych. Po dwóch dniach spędzonych wśród "camperowców" wróciliśmy do Polski napełnieni nowymi pomysłami i rozwiązaniami na przeniesienie tych wszystkich ciekawostek na nasze "podwórko".


Do Chorwacji przez Góry Dynarskie

Chorwacja jako miejsce wakacyjnego wypoczynku nie wymaga reklamy, toteż w tym roku postanowiliśmy nieco urozmaicić sobie drogę na Peljesac odwiedzając rejony Chorwacji oraz Bośni i Hercegowiny nie cieszące się w ciągu ostatnich kilkunastu latach zbyt dużą popularnością wśród turystów. Naszym celem stało się zobaczenie miejsc mocno zaznaczonych na wojennej mapie byłej Jugosławii, tj. Vukovaru, Sarajewa, Mostaru. W pierwszej kolejności dotarliśmy do Vukovaru we Wsch. Slawonii. Miasto zostało prawie doszczętnie zniszczone podczas serbskiego ostrzału w 1991, a po kapitulacji wielu mieszkańców wymordowano. Obecnie sporo budynków odzyskało i nadal odzyskuje dawny wygląd, ale nad miastem ciągle złowrogo góruje podziurawiona od kul wodna wieża...

Kolejnym naszym przystankiem było Sarajewo - w czasach Jugosławii prężnie rozwijająca się metropolia, otoczona górami, gospodarz zimowych Igrzysk Olimpijskich w 1984r. Wiedzieliśmy, że oblegane przez bośniackich Serbów przez 3 lata miasto (1992 - 1995) zostało bardzo zniszczone, a piosenka U2 "Miss Sarajewo" dźwięczała nam w uszach, toteż bardzo byliśmy ciekawi jak wygląda obecnie, tym bardziej, że wzdłuż drogi E73, którą podążaliśmy, ciągle napotykaliśmy ostrzelane i opuszczone domy. Wbrew naszym obawom Sarajewo prężnie dźwignęło się z wojennych zgliszcz i mimo iż nadal przy słynnej Alei Snajperów ( i nie tylko) wiele domów straszy dziurawymi ścianami samo miasto tętni życiem. Prawdziwą zaś niespodzianką i atrakcją okazał sie spacer po Starym Mieście, o zdecydowanie muzułmańsko-orientalnym charakterze, z licznymi kramami, kafejkami, z dobiegającym nas, śpiewnym zwoływaniem wiernych do meczetu na modły, głosem muezzina. Na porządku dziennym jest widok muzułmańskiego mężczyzny z dwiema lub trzema żonami podążającymi parę kroków za nim, oczywiście szczelnie odzianymi. Zresztą meczetów jest obecnie w Sarajewie bardzo dużo, sąsiadując póki co zgodnie z mniej licznymi kościołami katolickimi i prawosławnymi.

Sarajewo to prawdziwy koktajl kulturowy - taki Bliski Wschód w pigułce. A tak nawiasem mówiąc polecamy pyszną bośniacką kuchnię ( faszerowana papryka, szaszłyki, gołąbki, chleb pita) a na deser koniecznie zniewalająco słodki deser typu tureckiego np. miodowo-orzechowe ciastko...

Warto poświęcić na to miasto więcej niż parę godzin zwiedzania by zaznać takich wrażeń, tym bardziej, że w Sarajewie funkcjonuje wygodny kemping.

Następnym miastem dokąd koła nas poniosły był Mostar, którego symbolem od XVI wieku był słynny kamienny most, zburzony w 1993r. przez Chorwatów podczas bratobójczych walk, w których mocno ucierpiało całe miasto. W 2004r.most został odbudowany a wraz z nim wiele zabytków i znów można go podziwiać w pełnej krasie. Atrakcją są skoki miejscowych śmiałków z tego ponad 20-metrowego mostu do rzeki Neretwy, oczywiście za opłatą. Jak się narażać to przecież nie za darmo! Samo stare miasto, pieczołowicie odrestaurowane, również urzeka bliskowschodnim klimatem z kafejkami i bazarkami w urokliwych zaułkach.

Po tych Slawońsko-Bośniacko-wojennych wojażach, dalsza część wakacji upływała nam "po bożemu", czyli wyglądały tak jak powinien wyglądać urlop w Chorwacji - słońce, plaża, morze i znów słońce, plaża ... Jednak nie da się ukryć, że ten szlak Vukovar-Sarajewo-Mostar zrobił na nas największe wrażenie, mamy nadzieję, że kiedyś do Sarajewa wrócimy, tym bardziej, że widać iż regiony te są otwarte na turystów, gościnne i cenowo nie odbiegają od sąsiadki Chorwacji.


Krótkie kolarskie zgrupowanie

Kilka dni w kwietniu postanowiliśmy spędzić oddając się intensywnym treningom w Monako i okolicy tj. Alpach Śródziemnomorskich. Pogoda zdecydowanie lepiej dopisała niż w Polsce, chociaż upałów nie było.

Jako środek transportu wybraliśmy niezawodne DOMO, które po raz kolejny okazało się niezastąpione zarówno podczas manewrowania i parkowania na ciasnych uliczkach górskich miasteczek jak i ruchliwego Monako.

Po za tym jako auto niezwykle pakowne i funkcjonalne bez trudu pomieściło dwa rowery i narty - gdyż i to mieliśmy w planie...

Jak widać na załączonych zdjęciach nie obeszło się bez odwiedzin u Sylwka Szmyda, któremu towarzyszyliśmy na treningu - każdy w swoim tempie, oczywiście.


Powrót do źródeł czyli Wielkanoc w Rzymie

Tegoroczny pomysł spędzenia Wielkanocy w Rzymie to próba przeżycia Świąt w miejscu najważniejszym dla chrześcijaństwa - oczywiście obok Jerozolimy.

Oba powody wyjazdu udało się w pełni zrealizować. Pierwsze dwie noce w Rzymie spędziliśmy na placyku w bezpośredniej bliskości Bazyliki św. Jana na Lateranie! Trudno wymarzyć lepsze miejsce - centrum miasta, dźwięk dzwonów, do Koloseum 10 min. piechotą. Trzecia noc zastała nas na kamperparku pod Rzymem, ok. 6 km od Castel Gandolfo (prowadzony przez bardzo miłą panią z Białegostoku - polecamy!!).

Jeśli chodzi zaś o samo spędzenie świąt to w zasadzie nie odbiegało ono od tego tradycyjnego - była droga krzyżowa w Koloseum, święcenie pokarmów w polskim kościele, rezurekcja w Bazylice św. Pawła za Murami, śniadanie wielkanocne, śmigus dyngus. A po za tym dużo chodzenia i zwiedzania! W Wiecznym Mieście bowiem wiosna w pełni - bez upałów, ale przyjemna, niemęcząca pogoda, w sam raz na długie spacery i podziwianie jego piękna.

Podniesieni na duchu i ciele, powrotną drogą zahaczyliśmy o Dolomity i uskuteczniliśmy parę zjazdów. Warto zaznaczyć, że taka wiosenna pora to idealny czas na wyjazdy - zwłaszcza dla osób nie związanych ze szkolnym rozkładem zajęć. Bez większego problemu można znaleźć miejsca postojowe dla kampera, nie ma uciążliwych upałów i natłoku turystów, a i ceny zarówno u nas w wypożyczalni jak i w miejscach docelowych znacznie niższe!


Sylwester z Frankią

Całkiem niedawno, bo na przełomie roku, przygotowaliśmy naszym klientom miłą niespodziankę.

Wszyscy odwiedzający nas w tym czasie mogli bowiem obejrzeć nowego, półintegrowanego kampera marki Frankia, pochodzącego z linii modelowej na 2013 rok, zbudowanego na podwoziu Mercedesa Sprintera z unikalną dla mercedesa ramą AL-KO - znakomicie poprawiającą prowadzenie i komfort jazdy.

Charakterystyczną cechą samochodów kempingowych Frankia stanowi zastosowanie podwójnej podłogi oraz znakomitej ochrony izolacyjnej ścian i starannie wykończonej zabudowy. To wszystko w połączeniu z doskonałej jakości materiałami i ciekawym designem tworzy ciepłe a zarazem nowoczesne wnętrze.


Targi Mobilexpo w Krakowie

A oto kilka zdjęć z tegorocznych targów Mobilexpo w Krakowie, które miały miejsce w dn. 13-14 października. Mimo kryzysu w branży motoryzacyjnej nie brakowało odwiedzających, wśród których udało się zrekrutować poważnych klientów, co napawa optymizmem.


Kamperem na wschód

No może nie taki daleki, ale zawsze.. Tego lata, na wakacje postanowiłem wybrać się z dziećmi na wyprawę po Polsce - kierunek tzw. ściana wschodnia. Obiecałem im pokazać perełki polskiej architektury - głównie zapomniane zamki i fortece.

Mimo, że jest tu wiele pięknych i wartych odwiedzenia miejsc, tamtejsza infrastruktura turystyczna nie należy do bogatej, więc kolejny raz wybór padł na campera. W związku z wynajmem samochodu zgłosiłem się do firmy Wadowscy - campery. Wprawdzie było już dość późno, jednak pracownicy firmy zrobili wszystko, aby zapewnić mi samochód mimo środka sezonu turystycznego.

Zaproponowano nam campera na podwoziu Forda Transita z półintegrowaną zabudową Hobby. Samochód nieduży, mieszczący 3-4 osoby (2 +2) z bardzo żwawym i oszczędnym silnikiem 2.0 diesel. Zadowolony i gotowy na wakacyjne podróże wyruszyłem z Krakowa. Na początku odwiedziłem ruiny zamku w Krzyżtoporze k/Opatowa, następnie pojechaliśmy do Sandomierza, Zamościa i Lublina, gdzie polecam zwiedzenie pięknie zachowanych starówek.

Kolejne etapy naszej wakacyjnej podróży to Kock, Kopytkowo k/Augustowa (Zajazd na końcu Świata - tu mamy niezapomniane przeżycia ze spływu canoe po Biebrzy), Augustów, Suwałki i piękne pojezierze mazurskie, a także kilka miejsc o których nie mogę nie wspomnieć: Giżycko, Węgorzewo, Malbork (z pokazem światło i dźwięk - już trochę przereklamowanym i przestarzałym w formie). Z Malborka pojechaliśmy do pięknego Torunia, który już od dawna obiecałem sobie zwiedzić - starówka piękna, polecam. Kończąc nasze wojaże po Polsce udaliśmy się jeszcze do Biskupina, stąd już tylko powrót do domu.

Cała wyprawa trwała 12 dni, przejechałem ok. 2400km, przy średnim spalaniu ok 8l/100km (przy średniej prędkości 70-90km/h). Większość trasy pokonałem jeżdżąc po tzw. "żółtych" drogach i pozytywnie zaskoczony przyznaję, że dużo dróg we wschodniej Polsce jest w bardzo dobrym stanie. Podróżowanie autem było samą przyjemnością, mało stresujące dzięki stosunkowo niedużemu ruchowi samochodowemu, odpowiednio dostosowanej prędkości oraz właściwemu oznakowaniu dróg.

Cały wyjazd uważam za bardzo udany, a dzieci kolejny raz pokochały taki sposób spędzania wakacji, dzięki dobrze rozplanowanej podróży, ( pokonywaliśmy nie więcej niż 200-300km/dziennie) samochodowi spełniającemu nasze wymagania, dobrej wakacyjnej atmosferze. Pewnie w przyszłym roku wybór również padnie na campera.


Wspomnienia z majówki

Tegoroczny majowy szlak znów zaprowadził nas do braci Węgrów, a także do Rumunii, która od dawna nas nęciła. Węgry jak zwykle witały piękną pogodą, dobrym jedzeniem i napitkami.

Ponownie odwiedziliśmy Eger i pobliskie gorące baseny, a także zawitaliśmy do uroczego miasteczka Tokaj - winami słynącego...Obierając kierunek Rumunia, zatrzymaliśmy się w Debreczynie a stamtąd pomknęliśmy już do Oradei.

Mimo pewnych obaw i krążących ciągle mitów na temat Rumunii i jej przysłowiowej biedy, miasto prezentuje się bardzo przyjemnie. Widać, że jest systematycznie odnawiane - piękne secesyjne budynki, cerkwie, równa nawierzchnia ulic, mnóstwo sympatycznych knajpek, ludzie nieźle ubrani.

Z Oradei pojechaliśmy w stronę gór, w kierunku górskiej miejscowości Stana de Vale. Tu już, niestety stan drogi znacznie się pogorszył, ale dyskomfort podróżowania wynagradzały nam piękne górskie widoki, niemal zupełnie bezludne. Na miejscu okazało się, że cała miejscowość to parę domków letniskowych i hotel, a wokół las i jeszcze sporo topniejącego śniegu.

Prowincja rumuńska przedstawia się dość biednie, ale widać, że pomału zaczyna zmieniać się na lepsze, o czym świadczą przejawy ludzkiej przedsiębiorczości w postaci sklepików, hotelików, a także stosunkowo dużej ilości dobrych aut.

Ponieważ czas nas gonił, a długi weekend w końcu nie taki długi, nie zdążyliśmy zobaczyć zbyt wiele w tym interesującym kraju, ale przynajmniej jest powód, by tam jeszcze wrócić. W każdym razie już na pierwszy rzut oka widać, że Rumunia jest idealna dla ludzi preferujących off-roadowe wyprawy. Tam naprawdę Karpaty nie są na szczęście skażone cywilizacją, a przestrzenie do jazdy ogromne.


Weekend majowy 2012

Chcielibyśmy bardzo podziękować firmie Wadowscy za wypożyczenie kampera na weekend majowy 2012.

Przede wszystkim dziękuję jednak za zachęcenie do spróbowania takiej formy spędzania czasu z rodziną. Była to nasz pierwsza wyprawa kamperem ale z całą pewnością nie ostatnia.

Wspólnie z Żoną i z 2-ką dzieci pokonaliśmy w 8 dni ponad 3 tyś km i zwiedziliśmy Wenecje, przejechaliśmy cala Toskanie i w drodze powrotnej zahaczyliśmy o Alpy.

Pojazd był w doskonałym stanie i nigdy nas nie zawiódł a wnętrze było komfortowe. Z pewnością będziemy jeszcze wielokrotnie korzystać z profesjonalizmu przedstawicieli firmy Wadowscy.


Zawody Sony Vaio Extreme Series

W dniach 21-22.04.2012r. w Myślenicach na górze Chełm, odbyła się pierwsza w tym roku impreza z cyklu Sony Vaio Extreme Series w której mieliśmy okazję wystartować. Pomimo zmiennej pogody, płatającej organizatorom figle, całe wydarzenie należy uznać za niezwykle udane.

Sobotni trening zapowiadał się dobrze - pogoda była przyjemna, temperatura kilkanaście st. Trasa o średnim stopniu trudności, z dość długimi podjazdami, pozwalała na wykazanie się umiejętnościami technicznymi w zjeździe, jak również wymagała sporej kondycji fizycznej. Jednak po południu spadł deszcz, definitywnie kończąc sesję treningową. Tym samym sprawił on, że niedziela stała się dla większości startujących prawdziwym wyzwaniem. Bardzo śliskie zjazdy i morderczo wyczerpujące podjazdy powodowały, że walka była jeszcze ciekawsza, a panujące warunki stały się sprawdzianem ludzkiej determinacji i wytrzymałości sprzętu.

Naszym podręcznym zapleczem noclegowo-techniczno-logistycznym był kamper Detleffs. Sprawdził się znakomicie!

Wszystko to możecie zobaczyć w załączonym serwisie fotograficznym. (Autor zdjęć to nasz kolega Artur Lew)

Zobacz więcej zdjęć z imprezy Sony Vaio Extreme Series:

2012-04-21 Trening DH Myślenice

2012-04-22 Zawody DH Myślenice

 

Spotkajmy się na następnej imprezie Sony Vaio Extreme Series w Kluszkowcach w dniach 25-27.05.2012.

Pozdrawiamy wszystkich rowerowych i camperowych zapaleńców!

Piotr Lew i Adrian Witwicki.


Kwiecień w Alpach i nie tylko

Można rzec, tradycyjnie już, kolejny raz pod rząd udaliśmy się na wiosenne narty w Alpy. Tym razem grono poszerzyło się nieco - było nas bowiem czterech, ale oddaję głos naszemu sprawozdawcy Oskarowi :

Tym razem założeniem było przejechanie w ciągu 7-8 dni trasy ok. 4000 km. Podobnie, jak w ubiegłym roku zamierzaliśmy w ramach podróży połączyć jazdę na nartach ze zwiedzaniem. Na tą ostatnią przyjemność pozostawiliśmy ostatni dzień przed podróżą powrotną. Wszystko jak zawsze bardzo szybko i bardzo sprawnie. Dla realizacji naszych celów wybraliśmy samochód z zabudową wykonaną przez firmę Pilote na bazie Fiata Ducato. Auto miało stanowić połączenie komfortu dla czterech dorosłych mężczyzn z możliwością szybkiego przemieszczania się i w miarę łatwego parkowania. Wszak miejscem, które mieliśmy odwiedzić na końcu eskapady był Paryż, gdzie z miejscami parkingowymi "krucho".

Konkretnie ten model zabudowy osobiście sklasyfikowałbym jako wersję podstawową wykonaną przez firmę Pilote. Wewnątrz bez "fajerwerków", natomiast znajdowało się tam wszystko, co potrzebne do tego typu eskapad: łazienka z toaletą, lodówka, kuchenka gazowa, liczne schowki, stół z ławą i dwoma siedziskami, które dodatkowo można łączyć z przednimi fotelami, trzy łóżka-jedno rozkładane na bazie stołu, drugie sprytnie umieszczone po sufitem, opuszczane w razie potrzeby, a trzecie tradycyjnie znajdujące się z tyłu pojazdu. W tego typu samochodzie z całą pewnością wygodnie mogą się pomieścić cztery dorosłe osoby.

Auto sprawdziło się doskonale zarówno na drogach lokalnych, alpejskich podjazdach, jak i autostradach. W trakcie podróży odwiedziliśmy tym razem Brunico na Kronplatzu i przepiękną miejscowość Corvara, gdzie szusowaliśmy na nartach we włoskich Dolomitach w rejonie Sella Ronda.

Po dwóch dniach pobytu przemieściliśmy się stamtąd do Sestriere w okolicach Turynu. Ta miejscowość była nam znana z ubiegłorocznych wojaży i chyba będziemy w miarę możliwości nadal do niej wracać. Sestriere w połączeniu z Pragelato, Sansicario, Sauze d'Oux i Cesaną oraz Montgenevre i Claviere we Francji stanowią cudowny region narciarski. Duża liczba bardzo zróżnicowanych tras, przebiegających zarówno pomiędzy alpejskimi skałami, jak i nieco niżej pośród lasów modrzewiowych robią niezapomniane wrażenie. Nie bez znaczenia pozostaje fakt funkcjonowania w Sestriere, bodajże trzech miejsc przeznaczonych do parkowania kamperów. W jednym z nich można skorzystać z podłączenia do prądu, uzupełnić wodę, czy też opróżnić toaletę.

Po dwóch dniach "śmigania" na nartach wybraliśmy się do znanego nam już regionu narciarskiego Trzy Doliny we Francji. Zatrzymaliśmy się w miejscowości Les Menuires przede wszystkim ze względu na fajnie i funkcjonalnie położony Camper Park . Wykorzystaliśmy ten fakt podobnie jak wcześniej w Sestriere na opróżnienie toalety i uzupełnienie wody. Piękna pogoda plus super trasy, chyba największego areału narciarskiego na świecie robią wrażenie, chociaż mnie osobiście region Sestriere bardziej przypadł do gustu. Tak, czy inaczej po dwóch dniach intensywnego jeżdżenia, żal było opuszczać te strony, chociaż w zanadrzu czekała nas jeszcze wycieczka do Paryża do którego udało nam się dotrzeć w późnych godzinach wieczornych.

Wykorzystaliśmy ten czas na przejażdżkę po tym mieście, a następnie na wyszukanie dogodnego miejsca parkingowego. Z tym ostatnim nie było łatwo, gdyż zamierzaliśmy ustawić samochód blisko ścisłego centrum. W myśl zasady, iż "pod latarnią najciemniej" zostawiliśmy samochód praktycznie vi a vis jednostki policji, "łamiąc" trochę obowiązujące przepisy dotyczące parkowania i po cichu licząc na wyrozumiałość francuskich stróżów prawa. Zresztą nie pomyliliśmy się i po całodziennym zwiedzaniu Paryża w godzinach wieczornych ruszyliśmy w drogę powrotną do Polski. Trasa wiodła przez Belgię i Luksemburg, gdzie zatrzymaliśmy się na nocleg oraz Niemcy i znowu w domu. Było jak zwykle szybko, intensywnie i na wesoło.

Kolejna przygoda za rok. Może znowu uda się odwiedzić Sestriere..Czy takim samym samochodem?! Osobiście chciałbym spróbować czegoś nowego, chociaż ten typ auta zdał znakomicie egzamin. Podobał mi się szczególnie patent z opuszczanym na specjalnych siłownikach łóżkiem, docelowo umieszczonym pod sufitem. W tego typu samochodach alkowa jest zupełnie zbędna, a przez to auto jest bardziej ergonomiczne. Pod względem gabarytów było dla nas zupełnie wystarczające, natomiast planując taką eskapadę dla czterech dorosłych osób trzeba moim zdaniem zaplanować również mniej więcej co dwa dni uzupełnianie wody. Zbiornik 150 l przy nawet dość oszczędnym używaniu starcza mniej więcej na taki okres czasu. Nie bez znaczenia był fakt, iż "stołowaliśmy się" praktycznie wyłącznie w kamperze. Osobiście jestem fanem funkcjonalnych, kompaktowych samochodów, takich jakim dysponowaliśmy w trakcie podróży. Zbyt duże gabaryty auta ograniczają w mojej ocenie dosyć znacznie jego funkcjonalność.


Długi zimowy weekend

Święto Trzech Króli wypadające w tym roku w piątek, a także fatalna, deszczowa pogoda w Krakowie, zmobilizowały nas do kamperowego wyjazdu w kierunku gór. Wypad okazał się świetnym pomysłem - w Dolinie Chochołowskiej, a także na Polanie Rusinowej zima była jak w bajce. Ludzi niewiele - bo to przed feriami, a po za tym szerokim łukiem ominęliśmy centrum Zakopanego. Na Słowacji jeszcze mniej ludzi i jeszcze więcej śniegu. Na dowód powyższego załączam fotki dokumentujące panującą aurę, a także będące równocześnie świadectwem dla tych co nadal nie do końca wierzą w zimowy caravaning.


Kamperem w góry

Koniec wakacji postanowiliśmy spędzić w zachodniej części Polski, a ściślej mówiąc w okolicach Jeleniej Góry. Sprowadziły nas tam względy towarzysko-turystyczne. Na kilka dni zdecydowaliśmy się pojechać kamperem DOMO.

Dla mnie była to okazja do weryfikacji opinii naszych klientów co do tego auta. Tym bardziej, że wybraliśmy się całą 4-osobową rodziną, a jak wiadomo kamper na bazie furgonu nie posiada zbyt wielkiej powierzchni...

Moje początkowe wahania co do wyboru tak niewielkiego kampera okazały się całkiem nieuzasadnione - jest on fantastycznie zaprojektowany - wykorzystano każdy centymetr powierzchni, a przy tym pakowny - praktyczne szafki i schowki pozwalają na zabranie sporej ilości bagażu, toteż podróż DOMO jest komfortowa i przyjemna.

Oczywiście, wojażowanie takim samochodem, zwłaszcza z małymi dziećmi wymaga dobrej organizacji i dyscypliny, tym niemniej po krótkim instruktażu naszym chłopakom auto bardzo przypadło do gustu. Sam wyjazd również należał do udanych. W ciągu kilku dni udało się nam zobaczyć wiele interesujących miejsc: zamki i pałace w Świnach, Bolkowie, Łomnicy i Wojanowie, a także podziwiać piękną i niezdeptaną przyrodę tego regionu.

Nie korzystaliśmy z kempingów, zatrzymując się na noclegi w Szklarskiej Porębie u stóp Szrenicy a także w gościnnej agroturystyce p. Doroty Horeckiej we wsi Grobla.

Pogoda dopisała, kamper spisał się znakomicie - czegóż chcieć więcej na udany koniec lata?


Wakacje we Francji 2011

W tym roku wakacyjny szlak zawiódł nas do Francji. Nasza trasa początkowo miała przebiegać Doliną Loary, atlantyckim wybrzeżem, a następnie zahaczyć o któryś z górskich etapów Tour de France w Alpach. Nieszczególna w tym roku pogoda pokrzyżowała nieco te plany i trasę musieliśmy nieco zmodyfikować goniąc uciekające nam złośliwie słońce. Ale i tak doznaliśmy niezapomnianych wrażeń zwiedzając przepiękny zamek Chambord, wspinając się na najwyższą w Europie wydmę Dune de Pyla k/Arcachon, czy docierając serpentynami do niezwykle pięknego sanktuarium w la Salette.

Dzięki temu, iż zboczyliśmy z ustalonej trasy, udało się nam dotrzeć do klimatycznej miejscowości Cerber przy granicy hiszpańskiej, nad M. Śródziemnym, a także w drodze powrotnej do Polski zawadzić o jez. Garda, gdzie znaleźliśmy słońce, w związku z czym mogliśmy trochę poplażować.

Oczywiście nie zapomnieliśmy o Tour de France - byliśmy na czasówce w Grenoble, kibicując polskim kolarzom z Sylwkiem Szmydem na czele. Zresztą rower w czasie tegorocznych wakacji pełnił dla nas poczesną rolę, a to dzięki świetnym, wielokilometrowym szlakom rowerowym nad Atlantykiem. Po za tym potwierdziło się, iż Francja to raj dla kamperów. Na każdym kroku, nawet w małych nie turystycznych miejscowościach są z reguły darmowe kamperparki, toteż na kempingach w ścisłym tego słowa znaczeniu można się praktycznie nie zatrzymywać.

Mimo trzech tygodni takiej włóczęgi, czujemy lekki niedosyt i może za rok znów wrócimy do Francji, by uzupełnić to czego nie udało się nam zobaczyć, a i miło będzie odwiedzić nasze ulubione miejsca.


Alpejskie wojaże z Domo

Nasz klient Oskar, po raz kolejny - na przełomie marca i kwietnia, rozpoczął sezon kempingowy inaugurując wiosnę kamperem DOMO. Był to również test tego nowego w naszej ofercie auta. Po powrocie nie omieszkał podzielić się swoimi wrażeniami z podróży, a także uwagami odnośnie samego kampera. A oto jego relacja:

Tym razem założeniem było przejechanie w ciągu 6-7 dni trasy ok. 4000 km. Mieliśmy w ramach podróży połączyć jazdę na nartach ze zwiedzaniem. Wszystko bardzo szybko i bardzo sprawnie. Dla realizacji tego celu wybraliśmy kampera z zabudową typu Domo na bazie Mercedesa Sprintera. Chodziło nam o to, aby maksymalnie szybko i sprawnie przemieszczać się z miejsca na miejsce, a ponadto mieć możliwość pozostawienia auta gdziekolwiek bez konieczności szukania miejsc parkingowych przeznaczonych specjalnie dla kamperów.

Z zewnątrz autko wygląda na zwykły "blaszak" nie zwracający na siebie uwagi. Wewnątrz jest natomiast wszystko, co potrzebne do tego typu eskapad: rozkładana łazienka z toaletą, lodówka, kuchenka gazowa, liczne schowki, stół z ławą i jednym siedziskiem, dwa łóżka-jedno rozkładane na bazie stołu, a drugie sprytnie umieszczone po sufitem, opuszczane w razie potrzeby.

W aucie wygodnie mogą się pomieścić dwie, góra trzy dorosłe osoby. No cóż, tym razem funkcjonalność samochodu przeważyła nad obszernością i wygodą wnętrza. Auto sprawdziło się doskonale zarówno na drogach lokalnych, alpejskich podjazdach, jak i autostradach.

W ciągu siedmiu dni odwiedziliśmy Stubai w Austrii, gdzie pojeździliśmy na nartach, następnie przemieściliśmy się do Monaco. W założeniu miał to być miły przerywnik w wyjeździe narciarskim i tak było w istocie. Udało się połączyć zwiedzanie tego pięknego miasta z plażowaniem i kąpielą w morzu i to 31 marca, kiedy w Polsce aura jeszcze niezbyt dopisywała. Mnie w każdym razie bardzo spodobał się ten pomysł. W Monaco, a konkretnie w Monte Carlo znalezienie miejsca parkingowego dla zwykłego kampera graniczy z cudem, tymczasem nasze nie zwracające na siebie uwagi autko pozostawiliśmy na parkingu bezpośrednio przy morzu. Przy okazji, udało się nam odwiedzić, mieszkającego tam polskiego kolarza, zawodnika Liquigas - Sylwestra Szmyda.

Z Monaco ruszyliśmy na kolejną "jazdę" na nartach we włoskiej miejscowości Sestiere. Tak na marginesie, jest to jeden z najciekawszych kurortów narciarskich w Europie. Stoki znajdują się zarówno po włoskiej, jak i francuskiej stronie granicy. Stamtąd przemieściliśmy się do Briancon we Francji, pięknego, wartego oglądnięcia miasteczka ze wspaniałą średniowieczną zabudową. Tuż obok czekały na nas stoki ośrodka narciarskiego Selle Chevalier. Niestety o ile trasy okazały się całkiem interesujące o tyle infrastruktura trochę przestarzała, jak na obecne czasy. Jeden dzień jazdy na nartach i kolejna podróż, tym razem do miejscowości Les Menuires w Trzech Dolinach.

Piękna pogoda plus super trasy, chyba największego "kombinatu" narciarskiego na świecie zrobiły swoje...żal było opuszczać te strony. Trasa do Polski wiodła przez Francję, z krótkim przerywnikiem na zwiedzanie pięknie położonego nad zadziwiająco czystym jeziorem miasteczka Annecy. Potem Szwajcaria, Austria, Niemcy i niestety już w domu. Kolejna przygoda za rok. Czy takim samym samochodem?!

O ile podróż będzie się odbywała w gronie do trzech dorosłych osób na pewno tak. W samochodzie jest wszystko to, co znajduje się w o wiele większym kamperze, a przy tym auto jest mniejsze, a tym samym lepsze w prowadzeniu, bardziej ekonomiczne, funkcjonalne, nie "rzucające się w oczy", a zatem mniej narażone na kradzieże, wreszcie dzięki bryle tożsamej ze zwykłym "blaszakiem" możliwe do zaparkowania na jakimkolwiek miejscu parkingowym. Szczerze polecam taki wybór.


Wadowscy na ExpoCaravaning 2011

W dniach 09.04.2011 - 10.04.2011 odbyła się w Katowicach kolejna edycja targów ExpoCaravaning, gdzie prezentowaliśmy aż 5 kamperów: Rapido integrowany, 3 kampery LMC z alkową oraz kompaktowy kamper DOMO na Sprinterze. Ten ostatni jest zupełną nowością w naszej ofercie, toteż cieszył się też szczególnym zainteresowaniem zwiedzających. Ponadto, na zewnątrz hali wystawienniczej można było również obejrzeć szóstego kampera czyli używanego LMC z alkową.

Miejmy nadzieję, że nadchodzący nowy, letni sezon dostarczy nam kolejnych zadowolonych klientów.


Ferie z Wilkiem

Tegoroczne ferie zimowe spędziliśmy w przyczepie Wilk S3, udostępnionej do testów przez Knauss-Tabbert-Group. Dla nas stało się to okazją do bliższego zapoznania się z produktem tej marki. Przyczepa czekała na nas na małym kempingu nieopodal dolnej stacji kolejki gondolowej w Gleiming k/Schladming w Austrii.

Mimo naszych początkowych obaw spowodowanych małym doświadczeniem w użytkowaniu przyczep zimą - dotychczas zawsze jeździliśmy kamperem, pobyt był strzałem w dziesiątkę, a to dzięki przede wszystkim - samej przyczepie, która spełniła wymagania naszej 4-osobowej rodziny poprzez swój funkcjonalny rozkład:

  • z tyłu piętrowa sypialnia dla dzieci, oddzielona zasuwanymi drzwiami,
  • następnie tzw. francuskie łóżko, również z możliwością separacji od części kuchenno-jadalno-gościnnej w kształcie litery U.

Bez problemu zmieściliśmy też nasz spory bagaż w dużej ilości szafek i schowków. Największą niespodziankę sprawiło super wydajne ogrzewanie gazowe. W połączeniu ze znakomitą izolacją podłogi i ścian dawało ono komfort cieplny przy minimalny wykorzystaniu swojej mocy.

Do przyczepy zamontowano wygodny przedsionek, znakomity na sprzęt narciarski i spełniający funkcję wiatrołapu. Pełnię komfortu zapewniło wyposażenie wnętrza, począwszy od naczyń kuchennych, poprzez TV SAT, skończywszy na kuchence mikrofalowej i tosterze. Możemy dziś śmiało powiedzieć, że również przyczepa świetnie spełnia funkcję mini-apartamentu w zimie.


IV Targi Mobilexpo

Czwarta edycja targów Mobilexpo w Krakowie już za nami. W tym roku wewnątrz hali wystawienniczej zaprezentowaliśmy przyczepę Wilk S3 oraz kampera James Cook na Sprinterze.

Natomiast na zewnątrz można było obejrzeć używane samochody kempingowe takie jak: Pilote Aventura, Bavaria, LMC 612 oraz Weinsberg.

Dziękujemy wszystkim za przybycie i mamy nadzieję, że takie spotkania pozwolą poszerzyć szeregi naszych klientów.


Pocztówka z wakacji

Niestety, przynajmniej jeśli chodzi o nas, wakacje się skończyły. Pozostały zdjęcia, wspomnienia i wrażenia. W tym roku, trzeci rok z rzędu udaliśmy się na Korsykę.

Aby urozmaicić pobyt, przepłynęliśmy z Bonifacio na Sardynię, gdzie przez tydzień wojażowaliśmy, chcąc chociaż trochę ją poznać. Zarówno Korsyka i Sardynia to niezwykłe miejsca, gdzie można znaleźć urokliwe, klimatyczne miasteczka, przepiękne zatoczki, ciche plaże i krystalicznie czyste morze.

Zwłaszcza Korsyka kusi różnorodnością krajobrazów, a zainteresowani najnowszymi trendami w żegludze, mogą pooglądać w Porto Cervo na Sardynii najpiękniejsze i najdroższe jachty w Europie. Jednak, żeby zobaczyć jak najwięcej ciekawych rzeczy, warto zaufać swojej intuicji, a nie tylko informacjom z przewodnika.


Wiosenne narty

Zgodnie z tradycją ostatnich 5 lat, sezon narciarski postanowiłem zakończyć w Alpach, dokąd udałem się oczywiście kamperem.

Tym razem trasa zaczynała się w Austrii, w Kitzbuhel, a następnie pomknąłem w ... Apeniny - Montecreto, Cimoncino, Abetone, by w drodze powrotnej zawadzić o Maso Corto.

Szczególne wrażenie zrobiły na mnie trasy w Apeninach, nie ustępujące tym alpejskim, tym bardziej, że u ich podnóża, była już prawdziwa wiosna, słońce, kwitnące kwiaty, pomarańcze na drzewach - to w końcu Toskania. Będąc tam, miałem okazję zobaczyć się z mieszkającym we Włoszech najlepszym polskim kolarzem Sylwestrem Szmydem.


Święty Mikołaj w kamperze

Już drugi rok z rzędu wyruszamy kamperem w góry, na spotkanie Mikołaja. W zeszłym roku wyjazd był powodem do niepokoju naszych dzieci, które żywiły obawy, czy aby na pewno Mikołaj trafi do kampera, zawsze przecież przychodził do domu, a tu taka zmiana ...

Ale Mikołaj jak na świętego przystało, jest przecież mądrzejszy od nas i zarówno w zeszłym roku i w tym, bezbłędnie zlokalizował naszego kampera, toteż rano 6 grudnia obudziliśmy się w aucie pełnym prezentów.

Tegoroczny grudniowy weekend, wprawdzie nie w zimowej szacie, ale okazał się bardzo udany pod względem turystyczno-spacerowym. Zatrzymaliśmy się w Zakopanem, na kempingu i omijając jak się tylko dało ruchliwe centrum, odbyliśmy przyjemne spacery - na Kalatówki, a w następny dzień na Rusinową Polanę. Pogoda dopisała, na szlakach nie było tłoku, widoki piękne - po prostu prawdziwy wypoczynek, mimo, że według obiegowej opinii, pora roku na takie krajoznawcze wypady niezbyt atrakcyjna. A następny wyjazd kamperem odbędzie się już chyba w śniegowej szacie, z nartami w bagażniku ...


Pożegnanie lata w Zubrzycy

Korzystając z pięknej wrześniowej pogody, ostatni weekend lata postanowiliśmy spędzić na kempingu w Zubrzycy Górnej, wsi położonej niemalże u podnóża Babiej Góry. Jest to miejsce do którego cyklicznie powracamy już ponad 8 lat. Zubrzyca oddalona jest 4 km od przełęczy Krowiarki, skąd wiedzie najbardziej popularny szlak na Babią Górę, a w samej wsi można zwiedzić skansen z zabudową orawską, gdzie kręcono niektóre sceny do "Ogniem i mieczem".

Okolica ta, zwłaszcza poza sezonem, przyciąga nas nie tylko pięknym krajobrazem, ale i spokojną, wręcz idylliczną atmosferą, sprzyjającą wypoczynkowi.

Ponieważ nasz młodszy syn, jest jeszcze za mały na eskapadę na Babia Górę, czas spędziliśmy na spacerowaniu po okolicy i na rowerach. Wieczorkiem, zaś, rozpaliliśmy małe ognisko na którym upiekliśmy przywiezioną kiełbaskę. Niestety, ziąb ( temp. spadła do ok. 3 st.) przegnał nas z łączki do ciepłego kampera. Przypuszczam, że powrócimy tam jak zawsze za parę miesięcy, tym razem powitać rozkwitającą wiosnę.


W pogoni za Tour de France

W tym roku wakacyjne szlaki zawiodły nas na Korsykę, gdzie spędziliśmy 2 tygodnie, a następnie promem z Bastii przedostaliśmy się do Nicei, skąd podążyliśmy w kierunku alpejskich przełęczy. Naszym celem były bowiem górskie etapy Tour de France.

Ten chyba najbardziej słynny wyścig rowerowy świata jest szczególnie widowiskowy podczas pokonywania przez kolarzy etapów górskich. To był już nasz drugi raz na wyścigu - pierwszy raz mieliśmy go okazję oglądać w 2004r. i wtedy obiecaliśmy sobie, że jeszcze tam wrócimy. Słowa dotrzymaliśmy.

21 lipca dotarliśmy do górskiego miasteczka Bourg Saint Maurice, gdzie była meta etapu oraz start dnia następnego. Następnie pomknęliśmy na kolejną metę, która usytuowana była w Le Grand Bornard. Kolejny raz mieliśmy okazję sie przekonać, że Tour de France to nie tylko wielkie sportowe wydarzenie, ale i gigantyczna marketingowa impreza, przyciągająca tłumy, zarówno kibiców kolarstwa jak i zwykłych widzów, w tym rodziny z dziećmi. Taki rozmach imprezy jest oczywiście możliwy dzięki licznym sponsorom.

Przed pojawieniem się kolarzy przez ok. 45 minut jadą auta sponsorów fantazyjnie poprzerabiane np. w postacie zwierząt, skąd hostessy rozrzucają rozmaite gadżety - czapeczki, żelki, wody mineralne, breloczki etc. oczywiście ku uciesze zwłaszcza najmłodszych kibiców. Natomiast prawdziwi kibice kolarstwa mają nie tylko okazję podziwiać najlepszych kolarzy, ale i sprzęt na którym jeżdżą - ramy, przerzutki, mostki itd.

W tym roku, oprócz całego naręcza wspomnianych gadżetów, udało nam się zdobyć autograf aktualnego mistrza świata w kolarstwie szosowym Alessandro Ballana, który trzy tygodnie później wygrał Tour de Pologne. Co warte odnotowania, to fakt, iż na całej trasie Tour de France, kibice poruszają się głównie kamperami, na każdym etapie jest ich po prostu tysiące.

Mam nadzieję, że posmak i rozmach tej wielkiej imprezy - niemal narodowego święta we Francji co nieco oddadzą te zdjęcia. My być może tam jeszcze wrócimy!