Wydarzenia i aktualności

W tej zakładce znajdą Państwo zarówno zaproszenia na wydarzenia, które polecamy, w których uczestniczymy lub na te, które sami organizujemy.

Tu zamieszczamy również relacje z naszych imprez oraz reportaże naszych klientów z ciekawych wakacji, wypadów dalszych i bliższych, a także recenzje poszczególnych kamperów i przyczep spisane przez praktyków.


Bałkany… nasza pierwsza wyprawa camperem…

Wakacje niestety już za nami i trzeba było wrócić do rzeczywistości, na szczęście pozostały fantastyczne wspomnienia z naszej pierwszej kamperowej wyprawy na Bałkany, którymi będziemy „grzać się” w długie jesienne i zimowe wieczory.

Jak wspomniałam była to nasza pierwsza podróż kamperem i od razu rzuciliśmy się na głęboką wodę ponad 4400 kilometrów w 14 dni i bardzo ambitny plan.

 Im bliżej było wyjazdu tym większe wątpliwości czy taka forma podróżowania sprawdzi się? czy nie będzie to zbyt męczące? czy nie za daleka trasa? czy  odnajdziemy się na tak małej powierzchni w 4 osoby ( my i 2 dzieci) i tak mnożyły się pytania i także trudno było nam uwierzyć w słowa p. Pawła Wadowskiego zapalonego kamperowicza i właściciela firmy u którego wypożyczyliśmy nasz kamper, że wakacje kamperem rozpoczynają się już w momencie zamknięcia za sobą drzwi kampera…i była to prawda;-) Także kamper, który nam zaproponowano spełnił nasze wszystkie oczekiwania i zapewnił wysoki komfort podróżowania i mieszkania, o tym jak dobrze się w nim czuliśmy mogą świadczyć słowa naszych dzieci, które nazywały go „ naszym domem”.

 

                                                            

I tak jak powiedział p. Paweł wraz z zamknięciem drzwi kampera rozpoczęła się nasza przygoda,  a wszystkie wątpliwości zniknęły.

Celem naszej wyprawy były Bałkany…wyruszyliśmy z Krakowa przez Słowację ,Węgry, Serbię , Macedonię aż dotarliśmy do Grecji i tutaj spędziliśmy kilka fantastycznych  dni zatrzymując się maksymalnie na 1- 2 noclegi w jednym miejscu.

Pierwszym naszym wyborem było urokliwe miasteczko Parga  ( choć nieco zatłoczone, ale był to sierpień), a na noclegi wybraliśmy  piękną zatokę Lichnos.

                                                               

Następnie udaliśmy się do kanionu na rzece Acheron…malowniczy kanion, którym idzie się rzeką…lodowatą rzeką ale, że wówczas były olbrzymie upały ,więc taka woda dawała wytchnienie. Grecja ma to do siebie ,że jest bardzo przyjazna caravaningowi, w zasadzie można zatrzymać się na nocleg w dowolnym miejscu  i to zupełnie za darmo, np. tutaj zatoka Ammoudia.

                                                                          

Celem naszej wyprawy były również słynne wiszące klasztory tzw. Meteora, jest to na pewno jedno z miejsc ,które należy zobaczyć przed śmierciąJ…zapierające widoki, skały przypominające bajkową scenografię i te klasztory ,największy Megalo Meteoro budowano aż 300 lat, a sam materiał znoszono przez 70..robi wrażenieJ

                                                                                

 

A na grecki deser ten oprócz baklavy rewelacjaJ zostawiliśmy sobie kanion Vikos ,w zasadzie jej mały wycinek, bo plan był ambitny,a my mieliśmy tylko 2 tygodnie…piękne wioski w górach Pindos Papigo i Mikro Papigo…trafiliśmy tam również do świetnej restauracji Astra…jak okazało się prowadzonej przez naszą rodaczkęJ

                                                                                             

 

I nadszedł czas na Albanię ,tutaj na plaży Livadh w pobliżu Himare spędziliśmy 2 dni, piękna plaża, szeroka, niezatłoczona z niesamowitym kolorem morza, sympatyczni i bardzo życzliwi ludzie, smaczne i tanie jedzenie to niewątpliwe plusy…a dalej przełęcz Llogara ,jezioro Szkodra ,gdzie polecamy nocleg na campingu Lake Shkodra Resort.

 

                                                                

 

Kolejnym etapem naszej wyprawy była Czarnogóra, ale ze względu na zbyt duży tłok i liczne korki nie mogliśmy się cieszyć niewątpliwymi urokami Czarnogóry ,zwłaszcza zatoki Kotorskiej , więc spędziliśmy tam jeden nocleg i udaliśmy się do Chorwacji i tutaj od razu zrobiło się luźniej i przestrzenniej ,w pobliżu Dubrovnika w malutkim miasteczku Slano spędziliśmy 3 sympatyczne dniJ.

A dalej to już Bośnia i Hercegowina i przepiękny Mostar zdecydowanie wart odwiedzenia i to nie tylko razJ i droga wzdłuż turkusowej  rzeki Neretwy w kierunku Sarajeva obowiązkowy punkt. A, że nam się tak bardzo nie chciało wracać, to na koniec zatrzymaliśmy się jeszcze na Węgrzech w sympatycznej winnicy racząc się miejscowymi trunkami.

Serdeczne podziękowania dla p. Pawła Wadowskiego za cenne rady i wskazówki i „ zarażenie”J pasją kamperowania.

   


Rozpoczęcie wakacji 2017

W uszach brzmiał jeszcze dzwonek kończący rok szkolny kiedy w piątkowy wieczór zostawialiśmy za sobą szkołę dom i jechaliśmy pięknym amperem wypożyczonym z firmy Wadowscy  w kierunku południowo zachodnim w poszukiwaniu przygody. Tym razem wybór padł na północno zachodnie Włochy, Jezioro Como po czym przejazd przez Ligurię i wybrzeże morza Śródziemnego aż do Pizy, następnie przez północną Toskanię na wybrzeże Adriatyku.

Mieliśmy tylko tydzień więc samochód gnał pokonując sprawnie kilometry.

Dzieciaki szczęśliwe bo zaczęła się wakacyjna beztroska,  my też cieszyliśmy się wolnością, którą daje kamper.

Nad Como jechaliśmy przez Lichtenstein co było ciekawym doświadczeniem.

Na miejscu zwiedziliśmy miejsca, w których kręcone były filmy – m.in. Casino Royale z serii 007 i Gwiezdne Wojny.

Przejazd przez Ligurię do Pizy odbył się sprawnie, po drodze zatrzymaliśmy się na nocleg w miasteczku Rapallo, które słynie z podpisania traktatu kończącego 1-wszą Wojnę Światową.

Następnie udaliśmy się w kierunku Pizy, w okolicach której znaleźliśmy urokliwy i pusty o tej porze roku camping nad morzem.

W drodze do Pizy, nie mogliśmy nie odwiedzić toru wyścigowego na Monzy gdzie odbywały sie akurat jazdy testowe samochodów Ferrari, Lamborghini, Porsche.

W drodze przez północną Toskanię trafiliśmy na drogę z górskimi serpentynami i różnicą wysokości ponad tysiąc metrów na długości 10 km.

Jazda była bardzo trudna jednak samochód poradził sobie bez najmniejszych problemów.

Zjeżdżając w dół spotkała nas ulewa oraz bardzo silny wiatr i tu również samochód sprawdził się bez najmniejszych zastrzeżeń.

Zgodnie z planem pozostały nam dwa noclegi i plażowanie w miejscowości Rosolina Mare nad Adratykiem.

Razem pokonaliśmy 3700 km.  Kamper – półintegra Sunlight z silnikiem 2,3 l doskonale nadaje się do podróży z dwójką dzieci.

Jest szybki, ekonomiczny i ma bardzo ergonomiczne wnętrze,

Jakość i czystość wnętrza jak również kontakt z firmą Wadowscy po raz kolejny potwierdził najwyższe standardy.

                                                                         

 

Bardzo dziękujemy i napewno wrócimy po kolejnego kampera.

 

Paweł Stecki z Rodziną


Wadowscy Campery - Targi Motor Show 2017

W tym roku również mieliśmy przyjemność zaprezentować ofertę naszych kamperów na targach w Poznaniu, które odbyły się w dniach od 6-9.04. Na stoisku pokazaliśmy następujące auta:

  • Knaus VAN I 650 MEG: 4 osobowy integrator
  • Weinsberg CaraHome 700 DG: 6 osobowy z alkową
  • Weinsberg CaraLoft 650 MGH 9: 4-5 os - półintegrator
  • Weinsberg CaraCompact Pepper Edition: 2 osobowy półintegrator
  • Dethleffs 4 Traveler T 7156-4: 4 osobowy półintegrator z innowacyjnym opuszczanym łóżkiem
  • Dethleffs Globebus i6: 4 osobowy integrator
  • Dethleffs Trend A6997: 6 osobowy z alkową.

Jak widać wybór był duży i każdy mógł znaleźć coś interesującego dla siebie.

Odwiedzający i mam nadzieję, że i potencjalni klienci, jak zwykle dopisali. Tym bardziej, iż zbliża się sezon wakacyjny i warto zawczasu pomyśleć o sposobie spędzenia urlopu, czy to pożyczając kampera, czy też kupując.

Dziękujemy, że byliście z nami!

                                           


Vukovar-Sarajewo-Mostar szlak fascynacji i refleksji

Chorwacja, jako miejsce wakacyjnego wypoczynku nie wymaga reklamy, toteż w tym roku postanowiliśmy nieco urozmaicić sobie drogę na Peljesac odwiedzając rejony Chorwacji oraz Bośni i Hercegowiny nie cieszące się w ciągu ostatnich kilkunastu latach zbyt dużą popularnością wśród turystów. Naszym celem stało się zobaczenie miejsc mocno zaznaczonych na wojennej mapie byłej Jugosławii, tj. Vukovaru, Sarajewa, Mostaru. W pierwszej kolejności dotarliśmy do Vukovaru we Wsch. Slawonii. Miasto zostało prawie doszczętnie zniszczone podczas serbskiego ostrzału w 1991, a po kapitulacji wielu mieszkańców wymordowano. Obecnie sporo budynków odzyskało i nadal odzyskuje dawny wygląd, ale nad miastem ciągle złowrogo góruje podziurawiona od kul wodna wieża...

Kolejnym naszym przystankiem było Sarajewo - w czasach Jugosławii prężnie rozwijająca się metropolia, otoczona górami, gospodarz zimowych Igrzysk Olimpijskich w 1984r. Wiedzieliśmy, że oblegane przez bośniackich Serbów przez 3 lata miasto (1992 - 1995) zostało bardzo zniszczone, a piosenka U2 "Miss Sarajewo" dźwięczała nam w uszach, toteż bardzo byliśmy ciekawi jak wygląda obecnie, tym bardziej, że wzdłuż drogi E73, którą podążaliśmy, ciągle napotykaliśmy ostrzelane i opuszczone domy. Wbrew naszym obawom Sarajewo prężnie dźwignęło się z wojennych zgliszcz i mimo, iż nadal przy słynnej Alei Snajperów ( i nie tylko) wiele domów straszy dziurawymi ścianami samo miasto tętni życiem. Prawdziwą zaś niespodzianką i atrakcją okazał się spacer po Starym Mieście, o zdecydowanie muzułmańsko-orientalnym charakterze, z licznymi kramami, kafejkami, z dobiegającym nas, śpiewnym zwoływaniem wiernych do meczetu na modły, głosem muezzina. Na porządku dziennym jest widok muzułmańskiego mężczyzny z dwiema lub trzema żonami podążającymi parę kroków za nim, oczywiście szczelnie odzianymi. Zresztą meczetów jest obecnie w Sarajewie bardzo dużo, sąsiadując póki, co zgodnie z mniej licznymi kościołami katolickimi i prawosławnymi.

Sarajewo to prawdziwy koktajl kulturowy - taki Bliski Wschód w pigułce. A tak nawiasem mówiąc polecamy pyszną bośniacką kuchnię ( faszerowana papryka, szaszłyki, gołąbki, chleb pita) a na deser koniecznie zniewalająco słodki deser typu tureckiego np. miodowo-orzechowe ciastko...

Warto poświęcić na to miasto więcej niż parę godzin zwiedzania by zaznać takich wrażeń, tym bardziej, że w Sarajewie funkcjonuje wygodny kemping.

Następnym miastem dokąd koła nas poniosły był Mostar, którego symbolem od XVI wieku był słynny kamienny most, zburzony w 1993r. przez Chorwatów podczas bratobójczych walk, w których mocno ucierpiało całe miasto. W 2004r.most został odbudowany a wraz z nim wiele zabytków i znów można go podziwiać w pełnej krasie. Atrakcją są skoki miejscowych śmiałków z tego ponad 20-metrowego mostu do rzeki Neretwy, oczywiście za opłatą. Jak się narażać to przecież nie za darmo! Samo stare miasto, pieczołowicie odrestaurowane, również urzeka bliskowschodnim klimatem z kafejkami i bazarkami w urokliwych zaułkach.

Po tych Slawońsko-Bośniacko-wojennych wojażach, dalsza część wakacji upływała nam "po bożemu", czyli wyglądała tak, jak powinien wyglądać urlop w Chorwacji - słońce, plaża, morze i znów słońce, plaża... Jednak nie da się ukryć, że ten szlak Vukovar-Sarajewo-Mostar zrobił na nas największe wrażenie, mamy nadzieję, że kiedyś do Sarajewa wrócimy, tym bardziej, że widać, iż regiony te są otwarte na turystów, gościnne i cenowo nie odbiegają od sąsiadki Chorwacji.


Caravan Salon w Düsseldorfie

W dniach 30.08 - 08.09 br odbyła się kolejna edycja największych targów caravaningowych w Europie. Dusseldorf w swoich pawilonach wystawienniczych gościł około 1800 modeli camperów i przyczep campingowych oraz pojazdów 4x4. W 9 halach wystawowych można było oglądać pojazdy czołowych europejskich producentów.

Pierwszego dnia naszego pobytu na targach odwiedziliśmy "nasze" firmy. Skupialiśmy się na nowościach, które do swojej oferty wprowadził Knaus, Weinsberg. Dodatkowo odwiedziliśmy stanowiska producentów takich jak Pilote, LMC, Hobby, Dethleffs czy Burstner. Dużym zaskoczeniem była informacja o zakończeniu produkcji pojazdów marki TEC która została "wchłonięta" prze LMC.

W drugim dniu naszą uwagę skupiliśmy na nowościach wśród akcesoriów caravaningowych. Po dwóch dniach spędzonych wśród "camperowców" wróciliśmy do Polski napełnieni nowymi pomysłami i rozwiązaniami na przeniesienie tych wszystkich ciekawostek na nasze "podwórko".


Wadowscy i Camp&Travel

Z wielką przyjemnością i dumą informujemy, że połączyliśmy nasze siły z jednym z dotychczasowych liderów z branży caravaningowej w Polsce, firmą Camp&Travel z Warszawy.

Ideą, jaka nam przyświeca jest zapewnienie usług na najwyższym poziomie oraz poszerzenie gamy produktów. Łącząc wypracowane w obu firmach sprawdzone rozwiązania i procesy, ujednolicamy standardy w branży caravaningowej i wyznaczamy nowe trendy. Dzięki temu od dziś możemy zaoferować bogatszą ofertę usług oraz produktów. Zapraszamy do naszej siedziby, gdzie przy filiżance dobrej kawy odpowiemy na wszelkie pytania.


Po raz pierwszy camperem

Chciałabym podzielić się swoimi wrażeniami z mojego pierwszego w życiu wyjazdu camperem. Jestem osobą bardzo lubiącą podróżować, sama przejechałam samochodem pół Europy, ale zawsze zatrzymywałam się w hotelem, apartamentach. Często mijałam na swojej drodze wiele aut kempingowych, ale nigdy nie pomyślałam, aby w ten sposób przemierzać świat.

Pewnej pięknej jesiennej soboty, mój znajomy zrobił mi nieprawdopodobną niespodziankę - powiedział, że zabiera mnie w urocze miejsce, z czego bardzo się ucieszyłam, ale kiedy zobaczyłam, że wypożyczył campera, byłam zaskoczona. Ruszyliśmy w stronę Gór Stołowych. Droga z Krakowa do Narodowego Parku Gór Stołowych zajęła nam kilka godzin.

Najpierw jechaliśmy autostradą na Wrocław, po czym odbiliśmy na Nysę. Jadąc drogą 409 za Strzeleczkami, warto zatrzymać się w miejscowości Moszna, gdzie znajduje się zjawiskowy pałac, zbudowany w połowie XVII wieku, o imponującej liczbie 365 pomieszczeń i 99 wież! Pałac położony jest w ogrodzie, w którym rosną rzadkie rododendrony i przepiękne dęby. Camperem, nie ukrywam jechało mi się całkiem komfortowo. Późnym popołudniem dotarliśmy do celu.

Góry Stołowe to piękne miejsce, polecam gorąco. Bardzo szybko pokonując 665 schodów można dojść do schroniska „Na Szczelińcu”, skąd rozpościera się wspaniały widok na okolicę, a potem przejść trasą skał, które tworzą prawdziwe labirynty. Zeszliśmy z Gór po zmroku i bardzo głodni ruszyliśmy do pobliskiej Kudawy Zdrój, gdzie zjedliśmy pyszną kolację. Kudawa Zdrój jest miejscowością uzdrowiskowo-turystyczną, ponoć pijalnia wód, która tutaj się znajduje jest największą i najładniejszą na całym Dolnym Śląsku. Ten rejon Polski oferuje mnóstwo miejsc do zwiedzania, ale jeśli ktoś zapragnie, może odwiedzić naszych Czeskich sąsiadów. Właśnie tak uczyniliśmy, po kolacji, minęliśmy Polską granicę i na nocleg zatrzymaliśmy się nad Jeziorem Rozkoss.

W ciemnościach znaleźliśmy parking dla camperów. Nie ukrywam byłam cała podekscytowana jak wygląda nocleg w takim camperze. Ku mojemu zaskoczeniu, w małym pomieszczeniu, które było ubikacją i prysznicem jednocześnie, wzięłam gorącą odprężającą kąpiel, a potem położyłam się w bardzo dużym i wygodnym łóżku. Rano obudziłam się wyspana i wypoczęta - nie miałam pojęcia, że campery są takie wygodne. Miejsce postojowe nad jeziorem okazało się bardzo dobrze przystosowane dla tego typu aut, miało bieżącą wodę, oraz możliwość podpięcia się do prądu, no i najważniejsze było nad samym jeziorem. Za taką miejscówkę i widok, musiałabym w hotelu sporo zapłacić! W takich pięknych okolicznościach natury zjadłam pierwsze w swoim życiu śniadanie w samochodzie, z kuchnią z prawdziwego zdarzenia. Nie mogłam wyjść z podziwu, że tak nieduże w sumie auto, ma w sobie wszystko co niezbędne, taki apartament na kółkach.

Na sam koniec, mój towarzysz podróży zabrał mnie w bajkowe miejsce niedaleko za Polską granicą- 2 km od Teplic nad Metują znajdują się Skały Teplickie. Trasa do przejścia to 6 km zajmuje ok 2-3 godz. odsyłam na stronę www.skalnemiasta.republika.pl. Można tu zobaczyć nieprawdopodobne, liczne i unikalne formy skalne. Muszę przyznać, że ta przygoda z camperem zostanie na długo w mej pamięci, myślę, że nie będzie to jednorazowy wypad.

Polecam gorąco wszystkim tym, którym biura podróży się znudziły i którzy lubią podróżować własnymi ścieżkami, bez ograniczeń.

Pozdrawiam Luiza i Dominik


Renesans caravaningu

Odbywające się w dniach 27.03-30.03. Międzynarodowe Targi Motoryzacyjne w Poznaniu były dla nas okazją, aby po raz pierwszy zaprezentować się na tej prestiżowej imprezie.

Wystawiliśmy na niej dwa kampery Weinsberg : 631 MQ i 650 oraz Knaus Van I 600 MG. Zainteresowanie przeszło nasze oczekiwania- mnóstwo gości odwiedzających targi zaowocowało nowymi kontaktami i miejmy nadzieję poważnymi klientami.

Wydaje się, że branża kamperowa, po pewnej stagnacji, trochę odetchnęła i znów nabiera wiatru w żagle, a właściwie w koła...


Cudze chwalicie, swego nie znacie...

Kierunek tegorocznego długiego weekendu obraliśmy przeciwnie niż większość rodaków, udaliśmy się bowiem na północ a ściślej mówiąc do Wielkopolski. Na naszym szlaku w pierwszej kolejności znalazł się Kalisz - jako najstarsze wzmiankowane w rzymskich źródłach polskie miasto i leżący nieopodal piękny zamek w Gołuchowie.

Następnie koła kampera zawiodły nas do pierwszej polskiej stolicy - Gniezna. Nocleg znaleźliśmy na parkingu nieomal u stóp katedry gnieźnieńskiej. Jej zwiedzanie dostarczyło nam niezapomnianych wrażeń, a i sama gnieźnieńska starówka prezentuje się całkiem przyjemnie.

Kolejnym etapem był Poznań. Byliśmy tam podczas ostatnich Targów Motoryzacyjnych, lecz wtedy nie było czasu na zwiedzanie, toteż obiecaliśmy sobie, że przy najbliższej okazji wrócimy i nadrobimy zaległości. Poznań to miasto rzeczywiście bardzo ładne, z dużą ilością zieleni - dzieciom i nie tylko polecamy wizytę w nowym Zoo, z imponującymi wybiegami dla słoni, czy niedźwiedzi (zupełnie jak w naturalnych warunkach), a każdemu odwiedzającemu miasto oczywiście spacer po urokliwym Starym Rynku. W Poznaniu na Malcie jest komfortowy kemping z wszelkimi udogodnieniami - stamtąd zresztą jest już blisko do wspomnianego Zoo.

W drodze powrotnej wstąpiliśmy do Lichenia a także do pobliskiego klasztoru Kamedułów w Bieniszewie. Jest to drugi po krakowskich Bielanach czynny klasztor tych zakonników. Leży w ustronnym miejscu, w lesie - prawdziwa przystań do kontemplacji i wyciszenia.

Weekend generalnie był bardzo udany, mimo miejscami rozdzierająco zimnej pogody, ale od czego w końcu jest ogrzewanie w kamperze... Tak czy inaczej kierunek trasy godzien polecenia!


Podróż na południowy zachód Półwyspu Iberyjskiego

Portugalia kusiła nas od dawna, ale z roku na rok odkładaliśmy tę wyprawę - a to za daleko, podróż męcząca, dzieci małe itd. Poza tym, tak długi wyjazd wymagał odpowiedniego kampera - zwrotnego, niewielkiego, szybkiego, a zarazem pojemnego i wygodnego. Strzałem w dziesiątkę okazał się CS Luxor na Mercedesie Sprinterze. Niższy i węższy niż przeciętny kamper - nawet półintegrator - jednak bardzo pakowny i rozwijający zawrotną jak na tego rodzaju auto prędkość - nawet 150 km/h! Wnętrze zostało świetnie rozplanowane, z trzyosobowym spaniem z tyłu i rozkładanym siedzeniem przeistaczającym się w wygodne łóżko dla jednej osoby. Całość dopełniała dobrze zaprojektowana łazienka, pojemne szafki kuchenne i duży garaż. Żadnych zbędnych ozdobników i designerskich pomysłów - po prostu przemyślnie i praktycznie zaprojektowane auto kempingowe. Nic tylko wsiadać i jechać!

Mimo, iż naszym celem było zwiedzenie Portugalii, nie zamierzaliśmy tej trasy pokonać za jednym zamachem - tym bardziej, że po drodze, jak się okazało, czekały na nas interesujące rzeczy do zwiedzenia, z których pierwszym przystankiem był Playmobil Funpark w Zirndorf k/Norymbergii. Miejsce warte polecenia szczególnie małym i trochę większym dzieciom.

Kolejny etap to oczywiście Francja i aby tradycji stało się zadość, w Wogezach kibicowaliśmy Tour de France. Następnie skierowaliśmy się na południe i jadąc niespiesznie przez urokliwe burgundzkie miasteczka i winnice dotarliśmy w końcu do Millau - miasta słynącego najwyższego w Europie wiaduktu, przerzuconego nad doliną rzeki Tarn. Stamtąd już udaliśmy się w kierunku Atlantyku i granicy hiszpańskiej, zahaczając o kilka interesujących miejsc jak miasteczko Roquefort( piwnice z serami robią wrażenie!), czy Albi (przepiękna katedra).

Ponieważ zazwyczaj nie planujemy dokładnie całej trasy, zdając się na spontaniczność i szczęśliwy traf, już na terenie Hiszpanii - jadąc od Pampeluny na zachód - zorientowaliśmy się, że jesteśmy na pielgrzymim szlaku do Santiago de Compostela. Grzechem byłoby nie skorzystać z tego drogowskazu, toteż i my podążyliśmy drogą św. Jakuba, aby znaleźć się w tym przeważnie deszczowym mieście. Mimo kiepskiej pogody, wrażenia okazały się niezapomniane, zwłaszcza msza w katedrze, podczas której ośmiu mężczyzn rozkołysuje ogromną kadzielnicę, która buja się z prędkością 60 km/h!

Stamtąd nie pozostało już nic innego jak pospieszyć w kierunku granicy portugalskiej, co też uczyniliśmy i po dziewięciu dniach od wyjazdu z Krakowa znaleźliśmy się na kempingu ok. 20 km od Porto. Warto zaznaczyć, że był to nasz zaledwie trzeci nocleg na kempingu, gdyż do tej pory głównie korzystaliśmy ze camperparków, których zwłaszcza we Francji nie brakuje.

Samo zaś Porto... Cóż - tam po prostu trzeba być, podobnie jak w Lizbonie, do której zawitaliśmy w dalszej kolejności. Oba miasta robią niesamowite wrażenie, nie tylko ilością zabytków, ale klimatem wąskich uliczek z rozwieszonym praniem (cecha charakterystyczna Porto), malowniczych zaułków, mnogością knajpek serwujących pyszne ( i tanie) jedzenie. Zarówno Lizbona jak i Porto swój urok zawdzięczają wyjątkowemu położeniu tj. u ujścia do oceanu dwóch dużych rzek - Tagu i Duero. Warto zresztą podążyć doliną Duero, w głąb lądu, by zobaczyć niezwykłe tarasy z winnicami, których tradycja uprawy sięga czasów rzymskich. Wzgórza wzdłuż koryta rzeki są symetrycznie pocięte winnicami, co tworzy kapitalny obraz, podobno widoczny z kosmosu.

Oczywiście Portugalia to również piękne plaże - te nad Atlantykiem jak i nad Zatoką Kadyksu, z których korzystaliśmy przy każdej nadarzającej się okazji.

Warto nadmienić, że Portugalia jest krajem bardzo przyjaznym dla kamperów. Właściwie wszędzie można się zatrzymać, nie ma nigdzie zakazów, poza tym jest bezpiecznie, czysto i niedrogo i nawet w kurortach nie widać sztucznego nadęcia i niepotrzebnego blichtru. Pogoda również nas nie zawiodła, było ciepło, słonecznie, ale bez męczącego upału, co jest charakterystyczne dla tamtejszego klimatu.

Po spędzeniu 10 dni w Portugalii, żal było wyjeżdżać, tym bardziej, że nieuchronnie zbliżał się koniec naszych wakacji i na powolną drogę przeznaczyliśmy co najmniej 4 - 5 dni, podczas których zwiedziliśmy Sewillę, Granadę (cudowna Alhambra) oraz benedyktyński klasztor Montserrat k/ Barcelony. Niestety, powrót minął nam w deszczu, który przywieźliśmy do Polski?

Nie zakłóciło to jednak wspomnień i cichej obietnicy, że jeszcze do Portugalii wrócimy - pozwoliliśmy sobie bowiem na luksus pewnego niedosytu...


Foto-rajd klubu CamperTeam

Jesień to taka wyjątkowa pora roku, która zachęca do wycieczek i podziwiania całej gamy barw, zdobiącej otoczenie. Klub miłośników turystyki kamperowej postanowił wykorzystać uroki jesieni i zorganizował dla swoich członków zlot o charakterze foto-rajdu po malowniczej Dolinie Bobru, znajdującej się w województwie dolnośląskim. Sami od dłuższego czasu planowaliśmy wybrać się na zlot kamperów, organizowany przez ten klub. Szczęśliwie dla nas okazja nadarzyła się w drugi weekend października, który ku naszej uciesze był piękny i słoneczny.

Pierwszym przystankiem na naszej trasie było jedno z najstarszych miast w północno-zachodniej części województwa dolnośląskiego - Bolesławiec. Na miejsce dotarliśmy późnym wieczorem, mijając po drodze ogromne korki, na nasze szczęście, w przeciwną stronę. Campingiem na tę noc stały się tereny Miejskiego Ośrodku Sportu i Rekreacji. W sobotni poranek wszyscy uczestnicy spotkali się na małym placyku, aby oficjalnie się przywitać i poznać szczegółowy plan foto-rajdu. Nie zabrakło Prezydenta Bolesławca Pana Piotra Romana, który ucieszył się ze zlotu i życzył wszystkim uczestnikom powodzenia. Oczywiście, spotkanie to zostało uwiecznione na zdjęciu grupowym, a także każda z załóg zrobiła sobie indywidualne zdjęcie przy swoim kamperze.

Foto-rajd czas zacząć! Na początek każda z załóg musiała przejść test umiejętności kierowania kamperem, sprawdzano na przykład dokładność cofania. Potem z całym wyposażeniem - wielu mapek i informatorów ruszaliśmy w trasę. Z racji naszego debiutu nie braliśmy oficjalnego udziału w foto-rajdzie. Nasz przejazd przybrał formę bardziej rekreacyjną - mieliśmy okazję do zobaczenia ciekawych zakątków, które mijaliśmy jadąc do punktu docelowego - Jeleniej Góry. Pomimo tego, że nie dostaliśmy mapki z zaplanowaną trasą foto-rajdu oraz konkretnymi stacjami, udało nam się dotrzeć do kilku tych urokliwych miejsc dzięki intuicji. W Bolesławcu i Lwówku Śląskim mieliśmy okazję zobaczyć rynki z ratuszami. Nie omieszkaliśmy poszukać słynnego Browaru Lwówek 1209, który niestety tego dnia był zamknięty dla zwiedzających. Kolejnym punktem była przepiękna Szwajcaria Lwówecka, która ujęła nas niezwykłymi widokami. W Pilchowicach podziwialiśmy potężną zaporę wodną na rzece Bóbr, z której rozpościerał się niesamowity krajobraz. Naszym ostatnim przystankiem przed Jelenią Górą był Siedlęcin, a w nim średniowieczna Wieża Rycerska - jest to jedna z najlepiej zachowanych budowali tego typu w Polsce. Późnym popołudniem dotarliśmy do Jeleniej Góry.

Sobotni wieczór był niezwykle inspirujący dla wszystkich, nawet nie z racji jakże wpisującego się w historię meczu Polska - Niemcy, a dzięki prelekcji pana Janusza Skowrońskiego dotycząca rowerowego szlaku papieskiego Jana Pawła II na dolnym śląsku. Każdy z nas miał okazję dowiedzieć się wiele ciekawych faktów z życia Karola Wojtyły, o których zapewne nie mieliśmy nawet pojęcia. Po tym rozwijającym spotkaniu część osób udała się do kamperów, aby kibicować naszym rodakom, a pozostała część integrowała się w altance na świeżym powietrzu.

Niedziela rozochociła nas pięknym słońcem. W godzinach przedpołudniowych wszyscy spotkaliśmy się w altance, aby uczestniczyć w rozdaniu nagród za foto-rajd. Oczywiście każda z załóg dostała mały upominek - piękne zdjęcie grupowe z dnia poprzedniego. Zdobywcy podium mogli pochwalić się piękną ceramiką z wygrawerowanym zdobytym miejscem oraz datą.

Uczestnictwo w foto-rajdzie Klubu CamperTeam był dla nas zarazem wyzwaniem i ciekawą przygodą. Mieliśmy okazję poznać ludzi, dla których podróż kamperem to nie tylko sposób na spędzenie wolnego czasu, a przede wszystkim to pasja, która łączy ludzi i sprawia, że życie ma inny, lepszy smak. Był to nasz debiut, ale wiemy, że to dopiero początek naszej historii w uczestniczeniu w zlotach CamperTeam. Z niecierpliwością czekamy już na kolejny!


Kamperem na narty

Czas szybko leci, ferie skończyły się parę tygodni temu, zawitała już wiosna, ale nie sposób nie podsumować naszego zimowego wypoczynku, którego część spędziliśmy na kempingu w Sexten (Sesto) we Włoszech, niedaleko Dobbiaco, parę kilometrów od austriackiej granicy. Jest to podobno jeden z najlepszych zimowych kempingów w Europie, z czym nie sposób się nie zgodzić.

Dla kamperów jest wydzielony osobny plac, z możliwością podłączenia się do prądu i korzystania z węzła sanitarnego w postaci bardzo komfortowych i pięknie urządzonych łazienek. Na kempingu ponadto znajduje się kompleks basenowy z saunami, restauracje, sklep - a dla stacjonarnych domki kempingowe. Mimo iż kemping zajmuje sporą powierzchnię, dzięki racjonalnemu rozplanowaniu, sprawia wrażenie kameralnego. Narciarze mogą już przypiąć narty bezpośrednio przy kamperze, czy przyczepie i wygodną nartostradą dostać się do dolnej kolejki wyciągu. A wszystko to za stosunkowo przystępną cenę mieszczącą się w przedziale pomiędzy 20 a 28 Euro w zależności od sezonu. Jeśli jeszcze dodam, że pogoda była znakomita, słońce niemal nie zachodziło, a równocześnie wokół roztaczała się bajkowa zima to pytanie, czy tam jeszcze wrócimy, wydaje się być retoryczne...


Giro d’Italia - nie tylko kolarskie emocje

Jako zagorzali kibice kolarstwa, żona i ja postanowiliśmy wypożyczyć kampera i pojechać do Włoch na górskie etapy Giro, aby sekundować polskim zawodnikom. Wyjazd dostarczył nam niesamowitych sportowych emocji, a także wrażeń turystyczno-krajobrazowych. Nasz kamper okazał się bardzo komfortowy a zarazem zwrotny i sprawny na tego typu eskapady.

Nie było problemu z wjazdami na najwyższe alpejskie przełęcze a dzięki stosunkowo niewielkim rozmiarom łatwo znajdowaliśmy miejsce do zaparkowania. Chyba połknęliśmy caravaningowego bakcyla i już planujemy wyjazd za rok!

Marta i Paweł


Republika e Shqipërise (Republika Albanii)

Albania był to najbardziej tajemniczy kraj mojego dzieciństwa - niby w Europie, ale ze względu na jego izolację mało kto wiedział o nim coś konkretnego. Nikt tam nie jeździł a i stamtąd nikogo się nie widywało. Ten stan trwał do początku lat 90-tych, kiedy to dopiero kilka lat po śmierci albańskiego dyktatora Envera Hodży, kraj zaczął stopniowo otwierać się na resztę świata. Jako, że albańska linia brzegowa jest przedłużeniem wybrzeża Chorwacji i Czarnogóry, całkiem naturalne stało się, że państwo to postawiło na turystykę. Ponieważ od kilku lat docierały do nas pozytywne opinie o Albanii, w tym roku postanowiliśmy osobiście sprawdzić, czy są one prawdziwe.

Oczywiście, mieliśmy pewne obawy, bo przecież niejedno się słyszało o mafii albańskiej a i sami Albańczycy kojarzyli się nam z nielegalną emigracją do Włoch. W internecie jak to zwykle bywa, wpisy były sprzeczne - z jednej strony, że kraj piękny, ludzie gościnni, ale z drugiej - że same mercedesy, mężczyźni często chadzają z bronią, no i ciągle trochę dziko... 
No cóż trzeba to było zweryfikować!

Do Albanii dotarliśmy po parodniowym pobycie w Chorwacji i Czarnogórze. 
Pierwsze wrażenie, na granicy czarnogórsko-albańskiej, było zdecydowanie niekorzystne. Przede wszystkim, musieliśmy prawie dwie godziny stać do kontroli paszportowej, a po drugie, do naszego kampera (kolejny już rok jak zwykle niezawodny Sprinter CS), ciągle pukały żebrzące cygańskie dzieci. Ale to był tylko zły początek, potem rzeczywistość zdecydowanie zaskakiwała nas in plus.

Zacznijmy od rzeczy dla zmotoryzowanych najważniejszej, a mianowicie dróg, które okazały się całkiem niezłe, choć nie należy się dziwić widząc jak ktoś przechodzi w poprzek przez drogę szybkiego ruchu, a poboczem drepcze osiołek lub muł ciągnący wózek. Wprawdzie przezornie mieliśmy zatankowany pełen bak paliwa, ale z jego dostaniem nie ma najmniejszego problemu, gdyż takiego zagęszczenia stacji benzynowych w niejednym kraju nie widziałam. Wprawdzie nie są firmowe, ale za to nowe, z pełnym zapleczem w postaci myjni, parkingu i restauracji lub kawiarni. Z tej ostatniej szybko skorzystaliśmy zamawiając "na próbę" espresso, które nie tylko było wyborne i parzone w profesjonalnym, dużym ekspresie, ale kosztowało 0,50 euro! I taka zresztą cena obowiązywała w całej Albanii. Kolejną rzeczą, która okazała się przesadzona, była rzekomo ogromna ilość mercedesów - jest ich wprawdzie sporo, ale równie dużo jest innych marek samochodów, w zasadzie z każdej półki cenowej. Widać, że Albańczycy szybko nadrabiają lata, kiedy to obywatelom nie wolno było posiadać prywatnych samochodów, a głównym środkiem transportu był rower lub osioł - toteż ruch na drogach jest spory, a za kierownicami aut, rzadko kiedy można spotkać starszych ludzi...Zresztą już pierwszy rzut oka wystarczył, żeby zauważyć, że w Albanii wszystko jest nowe - drogi, budynki, infrastruktura. Niestety widoczny jest pewien chaos budowlany i co za tym idzie południowy bałagan. Nie rozczarowaliśmy się natomiast, co do samych Albańczyków- są rzeczywiście gościnni, sympatyczni, skłonni do pomocy i co ważne - młodzi ludzie zazwyczaj nieźle znają angielski.

Jeśli chodzi o to, co nas najbardziej interesowało, czyli o kempingi, to jest ich całkiem sporo, wprawdzie standard nie jest zbyt wysoki, ale cena oscyluje pomiędzy 8 a 10 euro. Zresztą ceny są rzeczywiście mocnym atutem Albanii – pyszną pizzę jemy już od 12 zł! 
W naszej podróży obraliśmy kierunek północ - południe, w kierunku granicy greckiej. 
Nie zamierzam tu szczegółowo opisywać miejsc wartych zwiedzenia - od tego są przewodniki, ale na pewno trzeba zatrzymać się w mieście Kruje, gdzie przez typowy orientalny bazarek pełen sklepików z pamiątkami dochodzi się do ruin zamku i twierdzy na górze, u stóp, której leży wspomniane miasto.

Natomiast, stolica Tirana nie jest miastem, które powala na kolana, właściwie nie ma tam zabytków prócz XVIII wiecznego meczetu, ale można o nią zahaczyć, choćby po to by na własne oczy zobaczyć jak wygląda w Albanii ruch na rondzie...czyli kto pierwszy, ten lepszy. Polecam natomiast drogę przez góry wiodącą z Vlore w kierunku Sarande, która wydaje piąć się do nieba. Widoki są naprawdę niesamowite, zwłaszcza na urocze zatoczki z bielejącymi z daleka plażami i lazurowym morzem. Po drodze mijaliśmy mnóstwo małych, klimatycznych restauracyjek. Co jakiś czas pojawiał się przy drodze jeden ze słynnych albańskich betonowych bunkrów, których jest podobno ok. 700 tys.! Dyktator Hodża planował ich zbudować okrągły milion, ale nie zdążył. Te, co zostały zwolna niszczeją lub są rozbierane.

Kiedy dobrnęliśmy na samo południe, ze zdziwieniem odkryliśmy, że nie jesteśmy jedynymi Polakami. Właściwie można powiedzieć, że nasi rodacy stanowią znaczną ilość cudzoziemskich turystów w Albanii. Stosunkowo najmniej jest Niemców, ale spotyka się Francuzów, Włochów, Czechów, a także obywateli krajów byłej Jugosławii.

Po kilku dniach spędzonych w Albanii wyruszyliśmy do Grecji, gdzie spędziliśmy ostatnie dni urlopu. Za względu na goniący na czas, nie zdążyliśmy zobaczyć wielu interesujących rzeczy jak choćby Jeziora Ochrydzkiego na pograniczu Albanii i Macedonii, ale co się odwlecze to nie uciecze i póki, co Albania pozostała bardzo miłym punktem naszych tegorocznych wakacji. Warto było pojechać i naocznie sprawdzić niejednokrotnie sprzeczne informacje o tym kraju, żeby stwierdzić, że chyba tam jeszcze wrócimy... Zresztą, czasem warto wyjeżdżać z uczuciem pewnego niedosytu...


Vuelta a España 2015

Ponad 7 tysięcy pokonanych kilometrów i tydzień spędzony z drużyną kolarską Tinkoff-Saxo to efekt wyprawy ekipy Eurosportu, która wyruszyła naszym camperem na Vuelta a Espana 2015.

70. edycja wyścigu kolarskiego objęła 21 etapów o łącznym dystansie 3 358, 1 km. Dzięki współpracy Wadowscy Campery z Eurosport kibice hiszpańskiego wyścigu byli na bieżąco z sytuacją na trasie i zmaganiami zawodników. Dziennikarze Adam Probosz i Kuba Ostrowski za kierownicą Fiata Forster T699 VB relacjonowali postępy kolarzy, oddając niezwykłą atmosferę wydarzenia z niezawodnego mobilnego biura prasowego.

"Jesteśmy szczęściarzami, że mogliśmy tego wszystkiego doświadczyć, a podróż własnym domem na kółkach pozwoliła nam być w samym centrum wydarzeń. Spotkaliśmy po drodze wielu kibiców podróżujących w taki sam sposób. Czasem formowaliśmy drugą kolumnę, w której jechali Holendrzy, Francuzi czy Niemcy. Z Polski w tej kolumnie byliśmy tylko my, ale myślę, że przy rosnącej popularności kolarstwa także naszych kibiców będziemy spotykać na drodze coraz częściej. Kolarzom jest to bardzo potrzebne. Powtarzali to właściwie przy każdej okazji, a po zakończeniu ostatniego etapu zapytali nas: to, co kiedy znowu przyjeżdżacie? Odpowiedzieliśmy, że chcielibyśmy jak najszybciej!" - opowiada Adam Probosz.

Po trzech tygodniach wyczerpującej jazdy kolarze dotarli na metę wyścigu - do Madrytu. Od początku wyścigu największe emocje w Polsce wzbudzał Rafał Majka - lider drużyny Tinkoff-Saxo, który jako pierwszy Polak w historii ukończył wielki tour na podium, zajmując trzecie miejsce. Tegoroczna edycja Vuelta a Espana cieszyła się w kanale Eurosport w Polsce rekordową oglądalnością. Hiszpański tour oglądało średnio 196 tysięcy widzów.

Pełna relacja z wydarzenia z udziałem naszego campera na Eurosport.onet.pl

Dziękujemy za moc sportowych wrażeń na najwyższym poziomie!


Majowy weekend

Wyjazd na tegoroczny majowy weekend miał być dla nas, próbą generalną, nowego, integrowanego kampera marki Knaus Van i. Kierunek wyjazdu obraliśmy, już kolejny rok pod rząd, w stronę naszej wschodniej granicy. Głównymi punktami miały być: Zamość, Chełm, Lublin.

Wyjazd przyniósł nam same przyjemne rozczarowania. Wbrew, czasami krzywdzącej opinii, przedstawiającej tzw. ścianę wschodnią Polski, jako obszar zaściankowy i zacofany, my ujrzeliśmy wsie i miasteczka, może skromne, ale czyste i zadbane oraz życzliwych mieszkańców. Z miast wartych zobaczenia na pierwsze miejsce wysuwa się oczywiście piękny Zamość, gdzie oprócz rynku, katedry, koniecznie trzeba zwiedzić muzeum fortyfikacji i broni, obrazujące historię i rozwój zamojskiej twierdzy, nie tylko poprzez eksponaty z epoki, ale również ciekawy multimedialny pokaz.

Po opuszczeniu Zamościa, skierowaliśmy koła w kierunku wsi Susiec, położonej na skraju Parku Krajobrazowego Puszczy Solskiej. Tam przenocowaliśmy na kempingu. Jest to okolica atrakcyjna turystycznie, ze względu na liczne walory krajobrazowe, rezerwaty leśne, torfowiska, wodospady na rzece Jeleń.

Innym wartym choćby krótkiego zaglądnięcia miasteczkiem jest Hrubieszów znany nie tylko jako miejsce narodzin Bolesława Prusa, ale też najbardziej wysunięta na wschód miejscowość w Polsce. Znajduje się w nim piękna XIX wieczna cerkiew z 13 kopułami. Niestety, podczas naszej wizyty była zamknięta. Po krótkim pobycie w Hrubieszowie, pomknęliśmy już w kierunku Lublina, zatrzymując się po drodze w Chełmie miasteczku słynnym z kopalni...kredy, wydobywanej przez jego mieszkańców przez ponad 200 lat, począwszy od wieku XVI. Kredowe podziemia znajdują się pod ryneczkiem, a były drążone pod piwnicami domów. Obecnie tworzą sieć rozgałęzionych korytarzy na kilku poziomach, do zwiedzania z przewodnikiem.

W Lublinie zaparkowaliśmy na noc na strzeżonym parkingu nieopodal Starego Miasta. Miasto urzekło nas malowniczymi zaułkami i pięknie odnowionym zamkiem. Na jego terenie, w lapidarium obejrzeliśmy ciekawy film w formie animacji komputerowej, ukazujący historię i rozwój Lublina. W samym zaś rynku jest mnóstwo klimatycznych kawiarni i restauracji, gdzie można smacznie zjeść. Szkoda, że czas już nas naglił i nie mogliśmy bliżej zapoznać się z tym ciekawym i jakże ważnym w naszej historii miastem. Myślę, że jeszcze tam kiedyś wrócimy i uzupełnimy turystyczne braki.

Z Lublina prosto już wróciliśmy do Krakowa.

Warto teraz zaznaczyć, że w przyjemnym spędzeniu weekendu, zdecydowanie pomógł nam kamper, który nader pomyślnie przeszedł 3-dniowy test. Po pierwsze, dużym plusem okazały się jego wymiary. Nasz kamper, jak na integratora nie jest długi, tylko 6,5m, co przy manewrowaniu, czy parkowaniu jest niewątpliwym atutem. W środku natomiast zaskakuje przestronnością, dużą ilością szafek i schowków, sporą lodówką oraz komfortową łazienką, mimo braku separowanego prysznica. Posiada 5 miejsc do spania.

Myślę, że pomoże nam miło spędzić wakacje!


Wspomnienia z wakacji

Po bałkańskich wojażach w lipcu, pod koniec sierpnia spędziliśmy kilka dni nad Bałtykiem. Pojechaliśmy tam oczywiście kamperem integrowanym Knausem, który wyśmienicie się sprawdził podczas pierwszej części wakacji.

Nad morze jeździmy co rok, mniej więcej o tej samej porze i z przyjemnością stwierdzamy coraz większy rozwój turystyki caravaningowej nad polskim wybrzeżem. Po pierwsze, przybywa kempingów z infrastrukturą dostosowaną do potrzeb caravaningowców – są to zarówno większe jak
i mniejsze obiekty np. kameralny kemping w Białogórze, czy w Ustce. Noclegów można szukać również na terenie gospodarstw agroturystycznych. Ponadto, są miejsca, gdzie można bezpiecznie i za darmo zanocować jak np. nadbrzeże jachtowe w Jastarni. Jeszcze kilka lat temu nasz kamper był tam przysłowiowym „rodzynkiem”, a już w zeszłym roku i tego lata, mieliśmy towarzystwo, nie tylko z Polski, ale i z innych krajów Europy.

Ponieważ jak zwykle przemieszczaliśmy się na obszarze od Helu do Ustki, zbaczając na tereny nie leżące bezpośrednio przy morzu, mieliśmy okazję poznać miejsca stosunkowo niekomercyjne, a co za tym idzie nie zadeptane przez turystów. Do nich należą małe wioski na wschód od Ustki, takie jak Orzechowo, Poddąbie, czy Dębina. Można tam znaleźć niezatłoczone, piękne klifowe plaże a także zabytkowe kościoły i pałace miejscowych rodów, mieszczące obecnie hotele i pensjonaty. Niewątpliwym atutem tych okolic jest mnogość malowniczych szlaków rowerowych – przeważnie płaskich i nietrudnych, w sam raz dla rodzin z dziećmi. Warto zresztą oddalić się trochę od morza i zwiedzić urokliwe wsie położone nad jez. Gardno i Łebsko – szczególnie skansen w Klukach. Dla ceniących aktywny wypoczynek organizowane są spływy kajakowe rzeką Łupawą. Zresztą na tych terenach nie brakuje ciekawostek przyrodniczych jak siedliska bobrów, czy rzadkich okazów ptactwa np. żurawi.

Nasz pobyt nad morzem był wprawdzie krótki, bo tylko 6-dniowy, ale turystycznie dość intensywny, atrakcji bowiem jest wiele i każdy znajdzie coś dla siebie, Bałtyk przecież nie tylko plażami stoi ...



Wadowscy Campery - Targi Motor Show 2016

Międzynarodowe Targi Motoryzacyjne "Motor Show" 2016 odbywające się w Poznaniu, po raz kolejny zgromadziły wielu zwiedzających i miłośników caravaningu.

Targi były doskonałą okazją do spotkania z potencjalnymi klientami i przedstawienia szerokiej oferty, jaką dysponujemy.

Porównując kolejne edycje targów widać, że grono osób zainteresowanych z roku na rok rośnie, co daje nam jeszcze więcej motywacji do rozwoju i poszerzania oferty współpracy z klientami.

Coraz więcej osób przekonuje się, że campery to wspaniała przygoda, dająca wiele różnorodnych możliwości spędzania czasu.

Poznawanie nowych miejsc, aktywny wypoczynek- to wszystko powoduje, że grupa miłośników caravaningu w Polsce z roku na rok jest coraz większa.

Jako jeden z liderów branży w Polsce zaprezentowaliśmy aż sześć modeli min. Dethleffs Globebus I4, Knaus Van I 600 MG, Weinsberg CaraLoft 650 MGH, Weinsberg CaraCompact 600 MG oraz Dethleffs T6717.